Ochrona zdrowia w Polsce od lat mierzy się z wyzwaniami, które wykraczają daleko poza same szpitale i gabinety lekarskie. Jednym z najbardziej gorących i nieustannie dyskutowanych tematów w branży medycznej pozostaje pakiet przepisów znany powszechnie jako Apteka dla Aptekarza – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl. Choć od wprowadzenia pierwotnych regulacji minęło sporo czasu, a w międzyczasie pojawiły się zaostrzenia w postaci wersji 2.0, wokół branży aptecznej wciąż wrze, a spory o kształt rynku medycznego angażują zarówno polityków, ekonomistów, jak i samych pacjentów.
Wprowadzone pierwotnie 25 czerwca 2017 roku przepisy diametralnie zmieniły zasady gry dla osób planujących otwarcie nowo powstałych placówek. Zgodnie z założeniami, nową aptekę może prowadzić wyłącznie wykwalifikowany farmaceuta posiadający prawo wykonywania zawodu lub wybrane spółki osobowe. Dodatkowo nałożono ograniczenia ilościowe – jeden podmiot może kontrolować maksymalnie 4 placówki. Choć miało to chronić niezależność zawodową i uderzyć w korporacyjne podejście traktujące leki jak zwykły towar w markecie, rzeczywistość przyniosła zaskakujące statystyki, które do dziś dzielą ekspertów.
Spadek liczby placówek i kontrowersje wokół dostępności
Z perspektywy czasu widać wyraźnie, jak bardzo zmieniła się mapa polskiego farmaceutycznego sektora. Zgodnie z danymi rynkowymi i analizami, od momentu wejścia w życie ustawy z mapy Polski zniknęło ponad 2,3 tysiąca aptek ogólnodostępnych, a łączna liczba placówek spadła poniżej 11 tysięcy, osiągając poziomy niewidziane od 2007 roku. Krytycy rozwiązań wskazują, że restrykcyjne przepisy doprowadziły do sytuacji, w której setki gmin w kraju pozbawione są stałego dostępu do klasycznej apteki. Warto w tym miejscu zauważyć, że natura nie znosi próżni – tam, gdzie zamykają się pełnoprawne apteki, pojawiają się punkty apteczne prowadzone na odmiennych zasadach, co często wiąże się z węższym asortymentem dla lokalnej społeczności.
I tu pojawia się ciekawa dygresja o ludzkiej pomysłowości w omijaniu systemowych blokad. Kiedy państwo stawia szlaban na rozwój wielkich sieci, kapitał szuka bocznych ścieżek, a pacjent – często nieświadomy prawnych meandrów – po prostu próbuje kupić przepisany przez lekarza lek na nadciśnienie czy cukrzycę, przemierzając kolejne kilometry. Czy rzeczywiście o to chodziło w trosce o dobrostan obywatela? Pytanie pozostaje otwarte, a debata o tym, czy apteka to placówka czysto medyczna, czy jednak biznes podlegający prawom rynku, przypomina dyskusję o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia.
Co dalej ze zmianami w prawie? Głosy z resortu i instytucji
Temat powraca jak bumerang za sprawą kolejnych inicjatyw legislacyjnych oraz raportów przygotowywanych m.in. przez Instytut Finansów Publicznych czy Naczelną Izbę Aptekarską. Główne obozy sporu ścierają się wokół kwestii monopolizacji oraz swobody działalności gospodarczej. Z jednej strony samorząd aptekarski twardo stoi na stanowisku, że regulacje chronią polskiego pacjenta przed skomercjalizowaniem rynku i gwarantują najwyższą jakość opieki farmaceutycznej. Z drugiej strony organizacje pracodawców i analitycy wyliczają potencjalne koszty oraz ryzyka związane z ograniczeniem konkurencji.
Warto zwrócić uwagę na wypowiedzi przedstawicieli administracji państwowej, w tym Głównego Inspektora Farmaceutycznego oraz resortu zdrowia, którzy wielokrotnie podkreślali, że ostatecznym beneficjentem każdej nowelizacji prawa farmaceutycznego powinien być pacjent. W kuluarach mówi się o potrzebie wypracowania kompromisu, który pogodziłby bezpieczeństwo lekowe państwa z realnymi potrzebami demograficznymi mniejszych miejscowości. Jedno jest pewne: przyszłość rynku aptecznego w Polsce będzie się kształtować na styku twardych paragrafów i codziennych potrzeb milionów pacjentów poszukujących skutecznej i bezpiecznej pomocy farmaceutycznej.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl