Październikowy tydzień noblowski zbliża się wielkimi krokami, a Fundacja Noblowska postanowiła podgrzać atmosferę wokół tegorocznych rozstrzygnięć. Zgodnie z oficjalnym komunikatem opublikowanym w piątek, 18 września 2026 roku, wartość najbardziej prestiżowego wyróżnienia na świecie wzrośnie do rekordowego poziomu 12 milionów koron szwedzkich. To nie lada gratka dla przyszłych laureatów, zwłaszcza że w przeliczeniu na europejską walutę mówimy o kwocie przekraczającej okrągły 1 milion euro. Choć statuetka i splendor pozostają bezcenne, brzęczącą monetą też nie ma co gardzić – zwłaszcza gdy inflacja zagląda w oczy nawet szwedzkim filantropom.
Jak podkreśliła szefowa Fundacji Noblowskiej, Hanna Stjärne, kluczowe jest dbanie o to, aby wymiar finansowy nagrody zachował swoją realną wartość w czasie. Czas ten mierzy się zresztą w bardzo dostojnych jednostkach – w bieżącym roku przypada bowiem 125. rocznica przyznania pierwszych w historii wyróżnień ufundowanych przez Alfreda Nobla. Kiedy w 1901 roku po raz pierwszy otwierano koperty z nazwiskami zwycięzców, kwota ta wynosiła „zaledwie” nieco ponad 150 tysięcy koron szwedzkich. Dzisiejsze miliony robią zupełnie inne wrażenie, choć drogi do nich bywały wyboiste. Warto przypomnieć chociażby kryzysowy rok 2012, kiedy ze względów ekonomicznych cięto budżety i zjechano z 10 do 8 milionów koron. Dziś jednak o kryzysie nikt nie pamięta, a portfel fundacji – zasilany sprytnymi inwestycjami na światowych giełdach – pozwala na historyczny rozmach.
Tradycyjnie już karuzela emocji ruszy od dziedziny, która bezpośrednio dotyka ratowania ludzkiego życia. W dniach 5-12 października 2026 roku Sztokholm stanie się pępkiem naukowego świata, a nazwisko lub nazwiska twórców przełomu w dziedzinie medycyny poznamy jako pierwsze. Kto w tym roku odbierze symboliczną pałeczkę po ubiegłorocznych odkrywcach mechanizmów obronnych układu odpornościowego? Przekonamy się niebawem, a stawka, jak widać, jest najwyższa w stuletniej i ćwierćwiecznej tradycji plebiscytu.
Warto w tym miejscu zauważyć pewną prozaiczną, ale jakże ludzką cechę nagród finansowych tej rangi: kwota 12 milionów koron brzmi dumnie, jednak w przypadku medycyny czy fizyki rzadko trafia ona do jednej kieszeni. Komitet Noblowski niezwykle rzadko nagradza samotnych geniuszy – najczęściej pula dzielona jest na pół lub na trzy części pomiędzy naukowców, którzy latami dłubali wspólnie w laboratoriach nad tym samym projektem. Gdy podzielimy tę sumę przez triumwirat badaczy, a potem doliczymy do tego szwedzkie podatki (o ile podlegają lokalnym przepisom), może się okazać, że na złote waciki zostanie nieco mniej, niż wyobrażają sobie to media krzyczące o „milionach euro”. Niemniej jednak prestiż i tak otwiera drzwi do każdego uniwersytetu świata.
Zwieńczeniem całego procesu będzie oczywiście uroczysta gala zaplanowana tradycyjnie na 10 grudnia. To wtedy, w rocznicę śmierci Alfreda Nobla, laureati odbierze z rąk króla Szwecji złote medale oraz dyplomy, a kwestie przelewów bankowych zostaną domknięte w kuluarach sztokholmskich biur. Czy wyższa kwota sprawi, że naukowcy zaczną odkrywać lekarstwa jeszcze szybciej? Tego fizykonomia funduszy nie gwarantuje, ale z pewnością ułatwi sfinansowanie kolejnych szalonych eksperymentów.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl