Polskie szpitale publiczne toną w gigantycznych długach, a ich łączna suma zbliża się do niepokojącej granicy, która spędza sen z powiek ekonomistom i dyrektorom placówek. Według szacunków przedstawionych przez ekspertów, w tym byłego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, łączne zadowiązania rodzimych lecznic już teraz przekraczają 42 miliardy złotych, a do końca 2026 roku mogą wzrosnąć do ponad 44 miliardów. Co więcej, jak informuje portal w materiale zatytułowanym Zadłużenie szpitali – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, sytuacja ta wymusza pilne i radykalne ruchy legislacyjne, ponieważ tradycyjne metody ratowania budżetów dawno przestały przynosić jakiekolwiek efekty.
Skala tego zjawiska staje się wręcz abstrakcyjna, gdy zestawimy ją z budżetem Narodowego Funduszu Zdrowia wynoszącym około 200 miliardów złotych. Oznacza to, że same długi szpitalne pochłaniają już jedną piątą rocznych zasobów przeznaczonych na leczenie Polaków. I choć rzucanie wielkimi cyframi w dyskusjach o gospodarce stało się naszą narodową specjalnością, tutaj mamy do czynienia z bilansem, który realnie grozi paraliżem opieki medycznej w całym kraju. Skąd w ogóle bierze się ta czarna dziura w budżetach placówek medycznych i dlaczego – mimo kolejnych zastrzyków gotówki – kolejne szpitale ogłaszają upadłość, tak jak niedawno miało to miejsce w Miastku?
Gdzie uciekają pieniądze? Koszty pracy i brak kontroli
Głównym źródłem problemów nie jest bynajmniej rozrzutność w kupowaniu zaawansowanego sprzętu, lecz prozaiczna, bieżąca działalność operacyjna. W wielu szpitalach powiatowych koszty osobowe pochłaniają od 85 do 90 procent przychodów ze sprzedaży. Dzieje się tak m.in. w wyniku regularnej waloryzacji płac minimalnych oraz presji płacowej personelu medycznego. Paradoksalnie, dyrekcje wielu placówek nie mają nawet pod ręką rzetelnych narzędzi pozwalających na bieżąco monitorować czas pracy czy koszty. Jak zauważają audytorzy, zebranie podstawowych danych finansowych zajmuje niekiedy od półtora do dwóch miesięcy, co w realiach rynkowych przypomina sterowanie wielkim okrętem z zamkniętymi oczami.
Do tego dochodzi kwestia form prawnych, w jakich działają placówki. Zgodnie z przełomową uchwałą Sądu Najwyższego z 14 maja 2026 r., samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej (SPZOZ) nie posiadają zdolności restrukturyzacyjnej na bazie Prawa restrukturyzacyjnego. Oznacza to, że tradycyjne ugodowe oddłużanie, z którego chętnie korzystają spółki kapitałowe, dla klasycznych szpitali publicznych jest zamknięte. W efekcie po wyroku sądu m.in. szpital w Lesku czy w Skarżysku-Kamiennej znalazły się w dramatycznym położeniu, a nad ich głowami ponownie zatańczyli komornici.
„Zobowiązania, o ile są regulowane terminowo, stanowią naturalny element funkcjonowania przedsiębiorstw. Problem pojawia się wtedy, gdy zaciąganie kolejnych zobowiązań staje się warunkiem utrzymania płynności i bieżącej działalności” – tłumaczy Piotr Magdziarz, ekspert ds. restrukturyzacji szpitali.
Ministerstwo Zdrowia szuka ratunku. Czy zmiany w prawie pomogą?
W obliczu kryzysu resort zdrowia pod wodzą minister Jolanty Sobierańskiej-Grendy podjął zdecydowane kroki interwencyjne. Zwrócono się do resortu sprawiedliwości o pilne prace nad nowelizacją przepisów. Celem jest jednoznaczne przyznanie szpitalom działającym jako SPZOZ pełnej zdolności restrukturyzacyjnej. Rząd chce, aby możliwość naprawy finansów nie zależała od tego, czy placówka jest spółką handlową, czy zakładem budżetowym samorządu.
Taka zmiana mogłaby dać dłużnikom oddech i uchronić przed scenariuszem znanym z Miastka, gdzie wielomilionowe długi doprowadziły do ogłoszenia upadłości i wygaszania kontraktów. Krytycy obawiają się jednak, że samo przenoszenie ciężaru długów na dostawców leków i sprzętu – poprzez wydłużanie terminów płatności – uczyni z publicznych placówek niewiarygodnych partnerów rynkowych. Dostawcy mogą bowiem zacząć żądać przedpłat i windować ceny, co ostatecznie uderzy w samych pacjentów. Jasne staje się jedno: bez głębokiej reformy systemu finansowania i lepszego zarządzania kadrami, polska ochrona zdrowia będzie nadal poruszać się po cienkiej linie nad finansową przepaścią.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl