Głodówka i ponad 200 milionów długów. Dramatyczna sytuacja w sanockim szpitalu

Sytuacja w Samodzielnym Publicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Sanoku osiągnęła punkt wrzenia, o czym szeroko informuje portal rynekzdrowia.pl w artykule Szpital w Sanoku – informacje. Choć oficjalne komunikaty zarządu powiatu i dyrekcji miały uspokoić nastroje, w placówce trwa właśnie dramatyczny protest głodowy, w którym bierze udział już kilkadziesiąt osób reprezentujących różne grupy zawodowe. Personel medyczny nie kryje desperacji – pacjenci i lokalna społeczność z rosnącym niepokojem obserwują wydarzenia, które mogą doprowadzić do całkowitego paraliżu tej kluczowej dla regionu placówki. Czy polska ochrona zdrowia po raz kolejny musi doprowadzić do skraju przepaści, zanim zapadną realne decyzje naprawcze?

Wszystko zaczęło się od lawinowo narastających problemów finansowych, które przez lata były spychane na dalszy plan. Dziś zadłużenie sanockiego szpitala przekracza astronomiczną kwotę 200 milionów złotych, co stawia placówkę w gronie najbardziej zadłużonych lecznic w kraju. W obliczu gigantycznej dziury budżetowej zdecydowano się na drastyczne kroki oszczędnościowe – m.in. obcięcie pensji części pracowników o 30 procent oraz redukcję zatrudnienia. Ironia losu polega jednak na tym, że podczas gdy zwykli pracownicy drżą o swoje etaty i skromniejsze wypłaty, w tym samym czasie w szpitalu utworzono nowe stanowisko koordynatora ds. operacyjnych, powierzając je osobie wywodzącej się z branży gastronomicznej i hotelarskiej za sowite wynagrodzenie. Tego typu decyzje kadrowe dolały tylko oliwy do ognia, wywołując u pracowników poczucie całkowitego niezrozumienia ze strony zarządzających.

Głodówka na posterunku i wyczerpanie personelu

Protest głodowy w sanockim szpitalu, który rozpoczął się w październiku 2026 roku, przyjmuje coraz bardziej drastyczną formę. W akcji uczestniczy już około 50 pracowników. Co najbardziej uderza w tej sytuacji, to fakt, że protestujący nie porzucają swoich obowiązków – po ciężkich dyżurach na oddziałach wracają do miejsca prowadzenia głodówki, by walczyć o swoje postulaty. Kondycja fizyczna części uczestników jest na tyle zła, że niektórzy z nich musieli szukać pomocy na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Jak żartują czasem sami pacjenci w kuluarach, w Sanoku szybciej można nabawić się anemii z głodu na proteście niż podczas tradycyjnej, szpitalnej diety, choć tu akurat nikomu nie jest do śmiechu. Związkowcy domagają się natychmiastowego odwołania dyrektorki Wioletty Kacperskiej, wskazując na brak dialogu i całkowicie chybioną politykę restrukturyzacyjną.

Droga do nikąd czy szansa na reset?

W tle finansowej zapaści czają się kolejne dramaty – od problemów z niedoszacowanymi kontraktami z Narodowym Funduszem Zdrowia po zamykanie niektórych oddziałów, takich jak laryngologia, oraz masowe rezygnacje doświadczonej kadry lekarskiej. Władze powiatu próbują ratować sytuację programem naprawczym, ale atmosfera przypomina beczkę prochu. Jeśli lokalny samorząd nie znajdzie języka porozumienia ze zdeterminowanymi pracownikami, na Podkarpacie mogą zjechać związkowcy z całej Polski, co zamieni Sanok w ogólnopoligon walki o kształt publicznej służby zdrowia. Pozostaje pytań, ile jeszcze takich „sanoków” kryje się na mapie polskiego powiatowego lecznictwa, gdzie system finansowania pacjenta dawno przestał nadawać się do cokolwiek innego niż do głębokiego, chirurgicznego cięcia – tyle że w biurokracji, a nie w portfelach pielęgniarek.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl