W polskiej ochronie zdrowia rzadko kiedy wieje nudą, a za sterami samorządu lekarskiego od lat stoi postać, która doskonale wie, jak rozgrzać debatę publiczną do czerwoności. Mowa o dr. Łukaszu Jankowskim – nefrologu, który jako zaledwie trzydziestokilkulatek przełamał wieloletnie układy w korporacji medycznej i bezpardonowo wkroczył do krajowej polityki zdrowotnej. Choć dla wielu pacjentów jest przede wszystkim twarzą protestów i odważnych tez, za jego plecami kryje się spora ewolucja: od głodującego na korytarzach rezydenta po jednego z najbardziej wpływowych graczy w systemie. Co sprawia, że ten lekarz budzi tak skrajne emocje i dokąd zmierza kierowana przez niego Naczelna Izba Lekarska?
Urodzony w **1987 roku** Łukasz Jankowski ukończył I Wydział Lekarski Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wiążąc swoją codzienną praktykę kliniczną z Kliniką Medycyny Transplantacyjnej, Nefrologii i Chorób Wewnętrznych. Zamiast jednak ograniczać się wyłącznie do pracy przy łóżku pacjenta i analizowania wyników badań filtracji kłębuszkowej, szybko poczuł, że biurokratyczny kształt polskiej służby zdrowia wymaga potężnego wstrząsu. Szerokiej publiczności objawił się w **2017 roku**, kiedy jako wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów stanął na czele historycznego strajku głodowego. Obrazki młodych medyków walczących o podwyżki i poprawę warunków kształcenia przeszły do współczesnej historii polskiej medycyny, a sam Jankowski udowodnił, że potrafi przekuć medialny rozgłos w realne poparcie środowiska.
Młodzi kontra „stara gwardia”. Jak Jankowski przejął stery
Kiedy w **2018 roku** wygrał wybory na prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, stał się najmłodszym szefem warszawskiego samorządu lekarskiego w dziejach. Środowisko medyczne, dotychczas kojarzone z powściągliwością i dominacją utytułowanych profesorów z wieloletnim stażem, nagle dostało lidera posługującego się nowoczesnym językiem marketingu politycznego i mediów społecznościowych. Hasła takie jak `#izbadlalekarzy` nie były tylko pustym sloganem z Twittera, lecz realną próbą zbliżenia izb lekarskich do szeregowego medyka, który na co dzień zmaga się z kolejkami, brakami kadrowymi i presją pacjentów.
Prawdziwym przełomem okazał się jednak rok **2022**, kiedy to Jankowski pokonał dotychczasowego prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, prof. Andrzeja Matyję, obejmując najwyższy fotel w samorządzie zawodowym. Warto w tym miejscu zauważyć pewną unikalną cechę polskiego poletka medycznego: lekarze rzadko bywają jednomyślni, co zresztą widać po burzliwych komentarzach pod każdym wywiadem z prezesem NRL. Część środowiska uwielbia go za bezkompromisowość i walkę z biurokracją, inni zarzucają mu nadmierną skłonność do medialnych spektakli i budowanie kapitału politycznego. Faktem pozostaje jednak, że Jankowski powtórzył swój sukces i utrzymał stanowisko na kolejną kadencję.
Zarządzanie, nefrologia i… walka z szarlatanami
Poza medycyną kliniczną Jankowski ukończył podyplomowe studia menedżerskie „Zarządzanie w Ochronie Zdrowia” na Uniwersytecie Warszawskim oraz prestiżowy program *Leadership Academy for Poland*, a także dzieli się wiedzą jako wykładowca studiów MBA. Dzięki temu patrzy na system nie tylko przez pryzmat stetoskopu, ale i arkuszy kalkulacyjnych.
W swoich wystąpieniach publicznych prezes NRL wielokrotnie akcentował potrzebę ochrony prestiżu zawodu, głośno sprzeciwiając się „zohydzaniu” wizerunku lekarzy w przestrzeni publicznej. Nie owija w bawełnę, gdy komentuje absurdy polskiego systemu, domagając się m.in. twardego ścigania osób żerujących na ludzkiej naiwności poprzez tzw. medycynę alternatywną (głośny postulat poparcia dla regulacji wymierzonych w znachorów).
Szczegółowe i stale aktualizowane spojrzenie na jego drogę zawodową, poglądy oraz bieżące decyzje samorządu przynosi portal Rynek Zdrowia – Łukasz Jankowski – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl. To tam najczęściej można prześledzić, jak silny nacisk lider izby kładzie na cyfryzację ochrony zdrowia oraz budowanie nowoczesnej, odpornej na kryzysy korporacji, która nie boi się stawiać twardych warunków ani kolejnym ministrom zdrowia, ani NFZ.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl