Nocna prohibicja w Polsce staje się faktem. Rewolucja w przepisach alkoholowych

Dyskusje nad ograniczeniem dostępności napojów procentowych wchodzą w decydującą fazę, a temat ten od lat rozpala do czerwoności zarówno polityków, jak i całe środowisko medyczne. Choć jeszcze do niedawna decyzje o wprowadzaniu nocnych ograniczeń należały wyłącznie do lokalnych samorządów – z których blisko 180 gmin w całym kraju zdecydowało się na taki krok – teraz sprawa nabiera ogólnokrajowego rozmachu. Szczegóły tych przełomowych zmian, poruszone m.in. na łamach serwisu Rynek Zdrowia w artykule Prohibicja – informacje, pokazują, że polski system ochrony zdrowia rozpaczliwie potrzebuje skutecznych hamulców. Czy administracyjny zakaz handlu mocnymi trunkami po zmroku rzeczywiście uzdrowi sytuację w szpitalach, czy może stworzy zupełnie nowe furtki dla czarnego rynku? Przyjrzyjmy się temu z bliska.

Przez lata model sprzedaży alkoholu w Polsce przypominał istny samograj – butelkę wódki czy piwa można było zdobyć w środku nocy niemal na każdym rogu, co skrzętnie wykorzystywali amatorzy nocnych marków. Sytuacja zaczęła się jednak dynamicznie zmieniać, gdy do głosu doszli praktycy ratujący ludzkie życie. Według danych państwowych i samorządowych, w latach **2018–2024** aż **176 gmin** wprowadziło tzw. nocną prohibicję na swoim terenie. Wśród pionierów znalazły się zarówno duże metropolie, jak Kraków czy Warszawa, jak i mniejsze ośrodki. Co ciekawe, na przestrzeni lat tylko nieliczne samorządy wycofały się z tych restrykcji, co dowodzi, że lokalne eksperymenty przyniosły pożądane skutki w postaci mniejszej liczby burd i awantur.

Teraz jednak gra toczy się o wyższą stawkę, a sejmowe korytarze huczą od plotek o ujednoliceniu przepisów dla całego kraju. Projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości zakłada, że zakaz handlu alkoholem w sklepach i punktach detalicznych miałby obowiązywać uniwersalnie w godzinach **od 22:00 do 6:00**. Paradoksalnie, im dłużej przyglądam się tej politycznej układance, tym bardziej widzę klasyczny polski kompromis: wilk syty i owca cała. Z pierwotnych, niezwykle ostrych zapowiedzi wypadł bowiem całkowity zakaz handlu na stacjach benzynowych czy rygorystyczne blokowanie obrotu popularnymi „małpkami” (choć posłowie wciąż próbują wrzucać poprawki przez drzwi i okna). Brakuje mi tu czasem odwagi decydentów, którzy wolą połowiczne rozwiązania, zamiast zdecydowanie ukręcić łeb hydrze taniego pijaństwa.

Dlaczego środowisko lekarskie tak głośno klascze na wieść o nocnych ograniczeniach? Odpowiedź kryje się na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, które w weekendowe noce przypominają poligon wojskowy. Medycy z Naczelnej Rady Lekarskiej od dawna alarmują, że ogromny odsetek nocnych interwencji to efekty bezmyślnego spożywania trunków kupionych na szybko w całodobowych marketach. Pijani pacjenci nie tylko blokują wydolność i tak przeciążonego systemu, ale często stają się agresywni wobec ratowników i lekarzy. Ograniczenie nocnej dostępności to w teorii prosta inżynieria społeczna: skoro butelki nie da się kupić pod klatką o trzeciej nad ranem, to część osób po prostu odpuści libację. Złośliwi mogliby jednak zapytać: czy dorosły obywatel musi być traktowany jak przedszkolak, któremu trzeba wydzielać czas na zakupy? No cóż, najwyraźniej statystyki nie pozostawiają nam złudzeń – sami daliśmy sobie odebrać ten przywilej.

Warto też zwrócić uwagę na wymiar czysto gospodarczy i marketingowy całej rewolucji. Oprócz samych godzin otwarcia sklepowych półek, na celownik wzięto również wszechobecną reklamę napojów alkoholowych, w tym popularnego piwa. Eksperti od ochrony zdrowia publicznego słusznie zauważają, że dotychczasowy przekaz medialny wypaczał rzeczywistość, kreując picie jako obowiązkowy element każdego sukcesu i relaksu. Zaostrzenie przepisów ma uderzyć w kieszenie gigantów branżowych, choć historia uczy nas, że kapitał zawsze znajdzie sposób na obejrzenie każdej złotówki z bliska – czy to przez kreatywne kampanie w internecie, czy lansowanie produktów bezalkoholowych, które zresztą też powoli stają się obiektem legislcyjnego polowania. Jedno jest pewne: era beztroskiego kupowania procentów o świcie właśnie bezpowrotnie odchodzi w przeszłość, a skutki tej decyzji będziemy odczuwać w statystykach zdrowotnych jeszcze przez długie lata.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl