Sektor ochrony zdrowia w Polsce dysponuje potężnymi środkami na inwestycje, jednak zamiast płynnego rozwoju, placówki medyczne coraz częściej boleśnie zderzają się z biurokratyczną ścianą. Choć pieniądze formalnie są w systemie – o czym przypominają m.in. miliardowe kwoty z Krajowego Planu Odbudowy oraz bieżące kontrakty – to same procedury zakupowe potrafią sparaliżować nawet najlepiej zapowiadający się projekt. Jak w labiryncie skomplikowanych przepisów i niskiej konkurencyjności odnajdują się współczesne szpitale? Szczegóły odsłaniają najnowsze analizy portalu Zamówienia publiczne – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl.
W realiach polskiego systemu opieki zdrowotnej przetargi publiczne dawno przestaly być jedynie neutralnym narzędziem wydatkowania pieniędzy podatników. Dla wielu dyrektorów szpitali stały się one źródłem ciągłego stresu, opóźnień i ryzyka prawnego. Z perspektywy placówek medycznych, które rocznie raportują zamówienia rzędu niemal 22,3 mld zł, kluczowym problemem okazuje się nie tylko sam brak funduszy na bieżącą działalność, ale właśnie skomplikowana inżynieria procedur przetargowych.
Kiedy biurokracja przerasta innowacje
Współczesne zarządzanie w służbie zdrowia wymaga elastyczności, której polskie prawo zamówień publicznych często po prostu nie oferuje. Szpitale zamawiające zaawansowany sprzęt diagnostyczny, usługi IT czy nawet podstawowe wsparcie logistyczne muszą przebrnąć przez gąszcz dokumentów, których interpretacja potrafi przyprawić o ból głowy niejednego radcę prawnego. (Żeby daleko nie szukać – czasami papierologia związana z zakupem prostego oprogramowania przypomina przygotowania do misji kosmicznej, co pewnie i tak ucieszyłoby fanów science-fiction, ale dyrektorów szpitali doprowadza do rozpaczy).
Z danych Urzędu Zamówień Publicznych wynika, że około 21 proc. postępowań poniżej progów unijnych kończy się całkowitym unieważnieniem. To zatrważający wskaźnik, który pokazuje, jak często procedury grzęzną w martwym punkcie. Co ciekawe, problem ten szczególnie mocno dotyka Samodzielne Publiczne Zakłady Opieki Zdrowotnej (SPZOZ).
Niska konkurencyjność, czyli przetargowy samotny żagiel
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź tkwi w statystykach dotyczących liczby składanych ofert. W postępowaniach poniżej progów unijnych średnia dla całego rynku wynosiła 2,89 oferty na jedno zamówienie, podczas gdy w przypadku placówek medycznych było to zaledwie 1,90. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda powyżej progów unijnych, gdzie średnia rynkowa wynosiła 2,48, a w SPZOZ-ach spadła do poziomu 1,77 oferty.
- Zbyt restrykcyjnie lub błędnie przygotowany Opis Przedmiotu Zamówienia (OPZ), nierzadko kopiowany z kart katalogowych jednego producenta.
- Cena jako dominujące lub wręcz jedyne kryterium wyboru, co spycha na dalszy plan jakość oraz koszty późniejszego serwisu.
- Niewystarczające rozeznanie lokalnego rynku przed ogłoszeniem procedury.
Warto w tym miejscu zauważyć, że przy tak niskim wskaźniku zainteresowania ze strony wykonawców, szpitale tracą potężną dźwignię negocjacyjną. Kiedy na horyzoncie pojawia się tylko jeden oferent, trudno mówić o rynkowej konkurencji czy walce o jak najlepszą cenę.
Nadzieja w technologii i nowym podejściu
Na szczęście system powoli próbuje szukać ratunku tam, gdzie dotychczas leżał problem – w cyfryzacji i nowoczesnych rozwiązaniach. Wdrażanie elektronicznych platform zakupowych, takich jak dedykowane portale e-zamówień czy eksperymenty ze sztuczną inteligencją mającą wspomagać analizowanie dokumentacji, powoli stają się rynkową codziennością. Pytanie tylko, czy cyfrowe narzędzia nadążą za ludzką potrzebą upraszczania przepisów. Bo nawet najnowocześniejsza platforma internetowa nie zastąpi zdrowego rozsądku w tworzeniu przepisów, które mają służyć ratowaniu ludzkiego życia, a nie tylko wypełnianiu statystyk kontrolnych.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl