Cichy zabójzor wątroby w natarciu. Co musisz wiedzieć o wirusie HCV i nowym programie badań?

Wirusowe zapalenie wątroby typu C, wywoływane przez podstępny patogen HCV, od lat pozostaje jednym z najbardziej ukrytych zagrożeń w polskim systemie ochrony zdrowia. Choć infekcja potrafi latami rozwijać się całkowicie bezobjawowo, niszcząc narząd krok po kroku, najnowsze dane rzucają zupełnie nowe światło na walkę z tą chorobą. Jak wskazują statystyki, ruszył mechanizm, który może odwrócić dotychczasowy, pesymistyczny trend, choć ekspertom wciąż spędza to sen z powiek.

Szacunki epidemiologiczne pokazują, że w Polsce zakażonych może być nawet od 130 do 140 tysięcy osób, z czego miażdżąca większość – bo aż do 80% pacjentów – nie ma absolutnie żadnego pojęcia o swojej chorobie. Kiedy więc portal rynekzdrowia.pl w swoim serwisze zbiorczym zatytułowanym „HCV – informacje” przypomina o fundamentalnych zasadach profilaktyki oraz zarządzania w systemie ochrony zdrowia, trudno nie zauważyć, że temat ten wciąż zasługuje na znacznie głośniejszy rezonans. Przez lata pacjenci dowiadywali się o infekcji dopiero wtedy, gdy pojawiała się marskość lub nawet rak wątroby. Na szczęście, system zaczął powoli nadrabiać zaległości.

Przełom w wykrywalności przyniósł między innymi program profilaktyczny „Moje Zdrowie”, który wystartował

1 maja 2025 roku

, zastępując wysłużony i nieco przestarzały program „Profilaktyka 40+”. Zgodnie z danymi przedstawionymi m.in. przez prof. Roberta Flisiaka, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, od momentu uruchomienia inicjatywy aż do końca marca 2026 roku do programu przystąpiły blisko 3 miliony Polaków. Co kluczowe dla samej diagnostyki HCV, w tym okresie wykryto o ok. 20% więcej zakażeń w porównaniu do analogicznego okresu w przeszłości – co przekłada się na ponad 700 dodatkowo zdiagnozowanych i zarejestrowanych w bazie EPIMELD przypadków.

Trzeba przyznać, że polska biurokracja medyczna rzadko działa tak sprawnie, by cieszyć oko szybкими słupkami wzrostu. Choć 20 procent brzmi dumnie, hepatolodzy tonują nastroje. Bo co z tego, że wykryliśmy o kilkaset osób więcej, skoro szacunkowa armia 130 tysięcy nieświadomych nosicieli wciąż spaceruje po ulicach, chodzi do fryzjerów, robi tatuaże albo odwiedza gabinety stomatologiczne, nie mając pojęcia, że ich wątroba powoli zamienia się w tykającą bombę biologiczną?

Warto przypomnieć, jak łatwo można ulec zakażeniu. Wirus HCV przenosi się przede wszystkim przez krew. Wystarczy drobny zabieg naruszający ciągłość tkanek – czy to w profesjonalnym szpitalu, czy w czasie wizyty w salonie kosmetycznym lub tatuażu – by doszło do transmisji. Z tego powodu lekarze nieustannie apelują o wykonywanie prostych testów z krwi (anty-HCV). Co ciekawe, współczesna medycyna radzi sobie z samym wirusem zaskakująco dobrze – nowoczesne terapie doustne (leki przeciwwirusowe o bezpośrednim działaniu – DAA) potrafią wyleczyć zakażenie w ciągu kilku tygodni, praktycznie bez uciążliwych skutków ubocznych znanych dawniej z terapii interferonem.

Dlaczego więc wciąż tak opornie zgłaszamy się na badania? Często winna jest nasza wrodzona bierność i błędne przekonanie, że „skoro nic mnie nie boli, to jestem zdrowy”. Wirus HCV uczy nas jednak pokory. Gdy pojawiają się pierwsze jawne objawy, takie jak przewlekłe zmęczenie, zaburzenia dyspeptyczne czy zażółcenie białkówek oczu, bywa już po prostu za późno na łatwe ratowanie struktury narządu. Dlatego każda inicjatywa rządowa czy medialna nagłaśniająca ten problem jest na wagę złota – a dokładniej na wagę ludzkiego życia.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl