Cierpisz na nawracające bóle głowy? Spójrz, dlaczego migrena to o wiele więcej niż zwykłe zmęczenie

Gdy w ułamku sekundy codzienne obowiązki, praca przed komputerem czy radosny gwar domowników stają się absolutnie nie do wytrzymania, a jedynym pragnieniem staje się ucieczka do ciemnego i całkowicie cichego pokoju, wiesz, że zmagasz się z czymś znacznie poważniejszym niż zwykłe przemęczenie. Według aktualnych danych medycznych opublikowanych m.in. na łamach serwisu Rynek Zdrowia w artykule Migrena – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, z tym potężnym wyzwaniem neurologicznym mierzą się w Polsce miliony ludzi. Choć współczesna medycyna dawno przestała traktować tę przypadłość jako fanaberię czy błahy ból, rzeczywistość pacjentów wciąż bywa brutalna. I nie, to nie jest „taka uroda”, z którą po prostu trzeba się polubić.

Zanurzając się w statystyki, nietrudno zauważyć, że skala zjawiska przybiera rozmiary cichej epidemii. Szacuje się, że w Polsce z powodu migreny cierpi aż około 6 milionów osób, z czego około 750 tysięcy zmaga się z jej skrajnie wyniszczającą postacią przewlekłą, gdzie pulsujący, rozsadzający czaszkę ból potrafi towarzyszyć chorym przez co najmniej 15 dni w miesiącu. Kto z nas nie zna tego uczucia, kiedy najchętniej wyłączyłby własną głowę z gniazdka na kilka godzin? Prawdziwi migrenowcy mają jednak tak „odłączany” system operacyjny regularnie, i to bez żadnej gwarancji ponownego uruchomienia bez bólu. Co ciekawe, choroba ta niezwykle wyraźnie uderza w kobiety, które stanowią aż 75 procent wszystkich pacjentów. Czy to biologiczna niesprawiedliwość, czy skomplikowana gra hormonów – pewne jest, że uderza ona najmocniej w okresie największej aktywności zawodowej i życiowej.

Mitologia bólu: dlaczego migrena nadal bywa lekceważona?

Mimo że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) umieszcza migrenę w ścisłej czołówce najbardziej niepełnosprawnych chorób świata, w świadomości społecznej wciąż pokutują szkodliwe mity. Ile razy pacjenci – głównie kobiety – słyszeli w gabinetach lub od znajomych dobre rady w stylu: „weź mocniejszą tabletkę przeciwbólową” albo „jak urodzisz dziecko, to przejdzie”? Takie podejście nie tylko bagatelizuje cierpienie, ale prowadzi do dramatycznej pułapki.

Dr hab. Marta Waliszewska-Prosół, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy, alarmuje, że w Polsce zaledwie od 2 do 14 procent pacjentów wymagających realnego leczenia profilaktycznego otrzymuje je w odpowiednim czasie. Zamiast tego miliony chorych sięgają po ogólnodostępne leki przeciwzapalne, paracetamol czy tryptany na własną ręku. A stąd już tylko krok do wygenerowania tzw. polekowych bólów głowy, które stają się autonomicznym źródłem cierpienia. I tak oto zamyka się błędne koło farmakologicznej samowolki.

Gospodarcze koszty migreny: gdy Polska traci miliardy

Nie można rozmawiać o migreinie wyłącznie w kategoriach prywatnego dramatu jednostki. To potężne obciążenie dla całej gospodarki. Koszty pośrednie związane ze zwolnieniami lekarskimi (L4), obniżoną wydajnością w pracy (tzw. presenteizm, kiedy pracownik siedzi przy biurku, ale jego efektywność oscyluje w okolicach zera) oraz absencją sięgają w skali kraju miliardów złotych. Szacuje się, że choroba ta potrafi „kosztować” gospodarkę nawet do 1,5% PKB.

Pracodawcy nierzadko kręcą nosem na kolejne zwolnienie pracownika z powodu „zwykłego bólu głowy”, nie rozumiejąc, że atak migreny paraliżuje zmysły: wywołuje nudności, światłowstręt, nadwrażliwość na dźwięki, a czasem także przerażającą aurę neurologiczną z zaburzeniami widzenia. Próba patrzenia w tym stanie na monitor komputera przypomina patrzenie wprost w reflektory pędzącego tira. Współczesne środowisko pracy rzadko oferuje elastyczność, choćby w postaci zaciemnionego pokoju wyciszeń czy pracy zdalnej w dniach nasilonych napadów.

Nowoczesne terapie: czy jest nadzieja dla pacjentów?

Na szczęście medycyna nie stoi w miejscu. Obok tradycyjnych leków doraźnych, coraz śmielej wchodzą nowoczesne terapie profilaktyczne – takie jak nowoczesne przeciwciała monoklonalne blokujące szlak CGRP, gepanty czy dobrze znana toksyna botulinowa stosowana w migrenie przewlekłej. Problem polega jednak na tym, że dostęp do zaawansowanych programów lekowych w Polsce bywa mocno ograniczony m.in. barierami czasowymi czy biurokratycznymi. Wielu pacjentów staje przed ścianą finansową, szukając ratunku na własną rękę.

Podsumowując, migrena to nie kaprys ani chwilowa niedyspozycja. To złożone zaburzenie neurologiczne, które wymaga partnerskiego traktowania przez lekarzy, pracodawców oraz system ochrony zdrowia. Im szybciej przestaniemy sprowadzać ją do poziomu „zwykłego bólu głowy”, tym szybciej odzyskamy nie tylko zdrowie miliony Polaków, ale też spokój i efektywność całej gospodarki.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl