Zaburzenia związane z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi przestają być wyłącznie domeną dziecięcych gabinetów terapeutycznych, wywołując rewolucję w polskim systemie ochrony zdrowia. Z najnowszych oficjalnych danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że w ciągu kilkunastu lat liczba oficjalnie zdiagnozowanych i leczonych pacjentów w kraju wzrosła dwukrotnie, osiągając poziom około 64 tysięcy osób. Jeszcze ciekawie prezentują się statystyki dotyczące dorosłych – w tej grupie odnotowano niemal ośmiokrotny wzrost, z 1443 przypadków w 2010 roku do blisko 11 tysięcy w latach ostatnich. Co tak naprawdę kryje się za tym nagłym boomem i dlaczego eksperci biją na alarm w sprawie metod weryfikacji zaburzeń?
Gwałtowny napływ pacjentów poszukujących odpowiedzi na swoje codzienne rozproszenie, impulsywność i chroniczne zmęczenie całkowicie obnażył luki strukturalne w polskiej medycynie. Jak nagłaśniał portal ADHD – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, środowisko medyczne coraz głośniej mówi o braku ujednoliconych, krajowych standardów diagnostycznych dla dorosłych. W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której pacjent może usłyszeć przełomową dla swojego życia diagnozę po zaledwie kilkuminutowej rozmowie z lekarzem albo po przejściu wątpliwych testów komputerowych.
Człowiek ma czasem wrażenie, że żyjemy w epoce, w której każdy spóźniony mail czy chwila dekoncentracji na spotkaniu od razu urastają do rangi jednostki chorobowej z podręcznika medycznego. I chociaż świadomość społeczna to potężne narzędzie, cienka granica między rzetelną pomocą a czystym biznesem medycznym zaczyna niebezpiecznie się zacierać. Prawda leży pewnie tam, gdzie zwykle – pomiędzy autentycznym cierpieniem tysięcy niezdiagnozowanych dotąd ludzi a pokusą szybkich zysków niektórych komercyjnych placówek.
Dzika wolność w gabinetach a portfele pacjentów
Eksperci wskazują na rosnące ryzyko nadużyć. Zgłaszane przez specjalistów i organizacje pozarządowe przypadki ignorowania zewnętrznych opinii psychologicznych przez niektóre ośrodki sprawiają, że pacjenci zmuszani są do powtarzania kosztownych procesów wewnątrz danej sieci placówek. To zjawisko, przez część obserwatorów ironicznie nazywane „wypędzaniem braku skupienia portfelem”, uderza w najbardziej wrażliwych. W gąszczu tym łatwo zapomnieć, że za każdym słupkiem statystycznym stoi konkretny człowiek próbujący poskładać swoje życie w całość.
Tymczasem Ministerstwo Zdrowia konsekwentnie stoi na stanowisku, że nie powinno wkraczać w kompetencje lekarzy ani narztywnie regulować metod pracy klinicystów. Brak centralnych wytycznych sprawia jednak, że polska psychiatria staje się poligonem doświadczalnym, gdzie profesjonalizm miesza się z marketingową papką.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl