Koniec z marnowaniem miejsc w sanatoriach. Szykują się surowe kary dla kuracjuszy

System leczenia uzdrowiskowego w Polsce czeka na rewolucję, która ma ukręcić bat na tak zwane „niedojazdy”. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że w latach 2023–2025 straty finansowe spowodowane przez pacjentów, którzy nie pojawili się na turnusie i nie odwołali swojego wyjazdu, wyniosły aż 158 milionów złotych. Ministerstwo Zdrowia postanowiło powiedzieć temu zjawisku „dość”, szykując projekt rozporządzenia, który wprowadzi dotkliwe sankcje dla niesolidnych kuracjuszy.

Wszystko wskazuje na to, że jeśli pacjent bez uzasadnionej przyczyny zignoruje przyznaczony termin i nie stawi się w uzdrowisku, może zapłacić za to roczną karencją w dostępie do darmowego leczenia. O szczegółach tych planowanych zmian szeroko informuje serwis Sanatorium – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, zwracając uwagę na rosnącą potrzebę lepszej dyscypliny w zarządzaniu środkami publicznymi. Czy perspektywa utraty prawa do wyjazdu na dwanaście miesięcy zmusi kuracjuszy do większej odpowiedzialności?

Skala problemu i miliony złotych w błoto

Problem tzw. niedojazdów urasta w polskiej służbie zdrowia do rangi poważnego absurdu. Podczas gdy tysiące osób latami czekają na swoją kolejekę, poprawiając statystyki w przeglądarkach skierowań, inni traktują rezerwację sanatoryjną jak bilety do kina, na które po prostu można nie pójść. Powody bywają błahe: a to znajoma nie dostała tego samego terminu, a to prognoza pogody na dany miesiąc nie wydaje się zadowalająca, albo po prostu zmieniły się osobiste plany urlopowe.

Tymczasem statystyki mówią same za siebie. Tylko w pierwszej połowie 2026 roku uzdrowiska w całej Polsce odnotowały straty przekraczające 75 milionów złotych z tytułu pustych łóżek, które mogły być z powodzeniem zajęte przez innych chorych. Ośrodki muszą utrzymywać gotowość personelu oraz zaplecza, a spóźniona rezygnacja uniemożliwia błyskawiczne przekazanie wolnego miejsca osobie z listy oczekujących. Trudno się więc dziwić, że branża uzdrowiskowa od dawna dopominała się o zdecydowane kroki ze strony resortu zdrowia.

Jak mają wyglądać nowe zasady w praktyce?

Zgodnie z przygotowywanym projektem rozporządzenia, proces weryfikacji kuracjuszy ulegnie zaostrzeniu. Lekarz wypisujący skierowanie będzie musiał podać dokładniejsze dane kontaktowe pacjenta, w tym numer telefonu oraz adres e-mail. Uzdrowiska lub oddziały wojewódzkie NFZ zyskają obowiązek przypominania o nadchodzącym turnusie na kilkadziesiąt dni przed jego startem.

Kluczowym elementem mechanizmu dyscyplinującego ma być obowiązkowe potwierdzenie przyjazdu przez pacjenta na krótko przed wyjazdem. Brak reakcji ze strony kuracjusza i niestawienie się na miejscu bez ważnego, losowego powodu będzie skutkowało uruchomieniem 12-miesięcznego okresu karencji. Oznacza to, że ponowne złożenie wniosku o leczenie uzdrowiskowe będzie możliwe dopiero po upływie roku od daty planowanego, ale zignorowanego turnusu.

Kolejki do sanatoriów – czy nowy system przyniesie ulgę?

Warto zauważyć, że sytuacja wokół wyjazdów uzdrowiskowych w ostatnich miesiącach i tak uległa pewnej dynamice. Jeszcze niedawno czas oczekiwania w skali kraju potrafił mocno dać się we znaki, jednak w 2026 roku średni okres oczekiwania na turnus ustabilizował się na poziomie około 7 miesięcy, choć regionalne rozpiętości są spore – od zaledwie 4 miesięcy w województwie podlaskim czy warmińsko-mazurskim do nawet 9 miesięcy na Śląsku czy Dolnym Śląsku.

Dla osób, które rzeczywiście potrzebują rehabilitacji, perspektywa ukarania tych, którzy lekceważą system, jest krokiem w dobrą stronę. Być może bat w postaci utraty szansy na leczenie sprawi, że puste miejsca w ośrodkach odeszną w zapomnienie, a środki publiczne przestaną być marnowane na ogrzewanie pustych pokoi.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl