System Państwowego Ratownictwa Medycznego w Polsce stale ewoluuje, a najnowsze dane i regulacje pokazują, jak wielkim obciążeniem bywa codzienna praca personelu pokładowego ambulansów. Gdy pacjenci wzywają pomoc pod numerem alarmowym 999, każda sekunda decyduje o ludzkim życiu. Warto jednak przyjrzeć się bliżej temu, jak funkcjonują karetki, z jakimi problemami mierzyli się ratownicy w ostatnich miesiącach oraz co dokładnie kryje się pod pojęciem nowoczesnego zarządzania w ochronie zdrowia, o czym szerzej informuje portal Karetka – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl.
Statystyki pokazują, że polskie zespoły ratownictwa medycznego pracują na najwyższych obrotach. Przykładowo, w ubiegłych miesiącach odnotowywane były rekordowe liczby zgłoszeń – w skali kraju dyspozytorzy medyczni odbierali setki tysięcy połączeń miesięcznie, z których znaczna część kończyła się faktycznym wysłaniem ambulansu w teren. Co ciekawe, system musi radzić sobie nie tylko z nagłymi zachorowaniami czy wypadkami komunikacyjnymi, ale również z biurokracją i cyfryzacją. Od początku 2026 roku w życie wszedł szereg zmian, w tym obowiązek prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM) przez wszystkie Zespoły Ratownictwa Medycznego. Choć cyfryzacja ma ułatwić przepływ informacji, dla wielu ratowników oznacza to dodatkowe obciążenie minut spędzonych przed ekranem tabletu zamiast przy pacjencie — choć spójrzmy prawdzie w oczy, papierologia w polskiej medycynie potrafi zamęczyć nawet najsilniejszego twardziela z elektrodami w plecaku.
Nowe przepisy i ochrona sanitariuszy
Warto zauważyć, że od 1 stycznia 2026 roku polskie prawo mocniej stanęło po stronie personelu medycznego. Atak na ratownika, lekarza czy pielęgniarkę w karetce traktowany jest obecnie na równi z napaścią na funkcjonariusza publicznego, co wiąże się z surowymi karami sięgającymi nawet do 5 lat pozbawienia wolności. Tego typu regulacje były niezwykle potrzebne, biorąc pod uwagę, jak często załogi karetek spotykają się z agresją słowną oraz fizyczną ze strony pacjentów lub ich otoczenia pod wpływem alkoholu czy stresu. Kto z nas nie widział w końcu materiałów telewizyjnych z awantur w izbach przyjęć? Czas najwyższy, by osoby ratujące życie czuły się w pracy bezpiecznie.
Ministerstwo Zdrowia nie osiada jednak na laurach i stale modyfikuje siatkę połączeń oraz rozmieszczenie jednostek. Zaktualizowane wojewódzkie plany działania systemu PRM przyniosły w wielu regionach kraju zwiększenie liczby zespołów typu „P” (podstawowych) oraz uruchomienie dodatkowych form wsparcia, takich jak motoambulansy w okresie letnim. Ponadto trwają prace nad nowymi rodzajami umów dla powiatowych centrów zdrowia oraz ryczałtem dostępności terytorialnej, co ma na celu uszczelnienie systemu w mniejszych miejscowościach oddalonych od dużych szpitalnych oddziałów ratunkowych.
Wyzwania logistyczne i technologiczne
System Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego (SWD PRM) oraz nadzorujące go Krajowe Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego dbają o to, by logistyka dojazdów była jak najbardziej optymalna. Jednak technologia to jedno, a brutalna rzeczywistość uliczna to drugie. Korki w dużych miastach, braki kadrowe czy zmęczenie personelu nierzadko tworzą mieszankę wybuchową. Ministerstwo planuje również wprowadzenie bardziej rygorystycznego monitorowania czasów pracy i grafikom zatrudnienia ratowników w systemie informatycznym, co ma zapobiegać patologiom związanym z „dobijaniem” kilkudziesięciu godzin dyżurów z rzędu przez jedną osobę. Bo zmęczony ratownik za kierownicą pędzącego dwutonowego kolosa to scenariusz, którego nikt w branży nie chciałby testować na własnej skórze.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl