Cyfrowa rewolucja w polskiej medycynie wchodzi w kolejną, niezwykle intensywną fazę, zmuszając zarówno pacjentów, jak i lekarzy do szybkiego dostosowania się do nowych realiów. Choć elektroniczne dokumenty medyczne miały ułatwić życie wszystkim uczestnikom systemu, najnowsze regulacje wywołały spore poruszenie i lawinę pytań o to, jak w praktyce wyglądać będzie codzienne pozyskiwanie niezbędnych leków. Warto przyjrzeć się bliżej temu, co dokładnie uległo modyfikacji i dlaczego tegoroczne zmiany odbijają się tak szerokim echem w środowisku medycznym.
Kiedy w połowie września tego roku w życie weszły rygorystyczne przepisy dotyczące walidacji recept refundowanych, wielu chętnych na szybką wizytę w aptece poczuło się zaskoczonych. Centrum e-Zdrowia wdrożyło mechanizmy, które w trybie blokującym weryfikują poprawność wystawianych dokumentów. Oznacza to w praktyce, że błędnie wpisane dawkowanie lub brak precyzyjnie określonego czasu trwania kuracji skutkują natychmiastowym odrzuceniem preskrypcji przez system jeszcze zanim pacjent dotrze do okienka. Zamiast nerwowych powrotów do gabinetu i tłumaczenia farmaceucie, że wkradła się literówka, błąd musi zostać skorygowany u źródła. Ma to ukrócić proceder powstawania tzw. recept z absurdalnymi czy nierealnymi dawkami, choć w teorii brzmi to świetnie, w praktyce codzienna praca przychodni bywa sparaliżowana przez niedoskonałości oprogramowania gabinetowego.
Od wielkich liczb do cyfrowej codzienności
Skala zjawiska robi wrażenie. Z danych opartych na Systemie Informacji Medycznej wynika, że tylko do października ubiegłego roku Polacy otrzymali blisko 2,8 miliarda e-recept, a z udogodnień Internetowego Konta Pacjenta aktywnie korzystało ponad 20 milionów obywateli. Statystyki te pokazują, że cyfryzacja ochrony zdrowia przestała być futurystyczną wizją, a stała się twardą codziennością. W samym ubiegłym roku apteki i punkty apteczne zrealizowały łącznie 515,6 miliona recept. Choć wolumen ten urósł symbolicznie o zaledwie 0,4 procent w ujęciu rocznym, to wartość całego rynku skoczyła aż do poziomu 33,4 miliarda złotych, co oznacza imponujący wzrost o 13,1 procent.
Te liczby doskonale ilustrują ciekawą, choć dla wielu portfeli bolesną dygresję: Polacy kupują zbliżoną ilość opakowań leków, ale płacą za nie znacznie więcej, ponieważ ceny jednostkowe lecą w górę, a nowoczesne terapie wypierają starsze, tańsze substancje. Co ciekawe, rośnie także udział państwa w tym torcie – kasa z Narodowego Fundusz Zdrowia na refundację szła w ubiegłym roku w górę szybciej niż prywatne dopłaty pacjentów, sięgając 45,9 procent ogólnych kosztów leków na receptę. Kto by pomyślał, że państwowa kieszeń zacznie tak szybko gonić nasze własne wydatki w aptekach, wciąż jednak zostawiając nam obowiązek pokrywania ponad połowy faktycznego rachunku?
Wygoda z haczykiem, czyli rozproszone zakupy
Nie można zapominać o innej istotnej innowacji, która weszła w życie nieco wcześniej – dokładnie 1 lipca tego roku. Od tamtego momentu pacjenci zyskali długo wyczekiwaną możliwość realizacji jednej e-recepty obejmującej wiele opakowań w różnych placówkach farmaceutycznych. Koniec z przymusem kupowania całości zapasu w tej samej aptece, w której zostawiło się pierwszy kod! Brzmi jak utopia? I tu pojawia się mały haczyk: rozwiązanie to wymaga, aby konkretna apteka aktywnie zgłosiła się i przystąpiła do rządowego programu za pośrednictwem Centrum e-Zdrowia. System ruszył, ale obciążone biurokracją placówki wdrażają go stopniowo, przez co pacjent nadal musi czasem pytać farmaceutę, czy dany punkt obsługuje już tzw. recepty dzielone.
Wszystkie te zawirowania – od rygorystycznych blokad dawkowania po skomplikowane mechanizmy rozproszonych zakupów leków – pokazują, że polski system ochrony zdrowia przechodzi głęboką ewolucję. Z jednej strony państwo pragnie uszczelnić budżet i wyeliminować błędy oraz nadużycia, z drugiej – stawia pacjentów i lekarzy przed ścianą nowych wymogów technicznych. Jak system poradzi sobie z tymi wyzwaniami w dłuższej perspektywie, zależy już tylko od sprawności informatyków oraz cierpliwości samych chorych, którzy kolejny raz muszą uczyć się aptecznej rzeczywistości na własnych błędach.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl