Finansowe łatanie systemu. Jak podatki i budżet państwa stykają się z ochroną zdrowia

Gdy w gąszczu przepisów fiskalnych i sejmowych debat pojawia się temat danin publicznych, rzadko patrzymy na niego przez pryzmat stetoskopu czy szpitalnego łóżka. A jednak to właśnie mechanizmy podatkowe – od opłat celowych po skomplikowane konstrukcje PIT i CIT – od lat decydują o tym, czy polska ochrona zdrowia leczy, czy jedynie bezradnie rozkłada ręce. Choć szczegółowe analizy, takie jak te publikowane w serwisie Podatki – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, rozkładają na czynniki pierwsze każdą zmianę w prawie, rzeczywistość pacjentów bywa znacznie bardziej prozaiczna. Kiedy rząd dopina budżetowe klamry, w tle toczy się cicha walka o miliardy złotych, które mają utrzymać wydolność publicznych placówek. I choć urzędnicy w garniturach przekonują o uszczelnianiu systemu, pacjent stojący w wielomiesięcznej kolejce do specjalisty zadaje sobie jedno pytanie: czy te pieniądze w ogóle do niego dotrą?

Tematyka podatkowa w ujęciu medycznym to nie tylko abstrakcyjne wskaźniki makroekonomiczne, ale realne miliardy zasilające Narodowy Fundusz Zdrowia. Warto przypomnieć, że w ramach rozmaitych danin – takich jak chociażby opłata cukrowa czy podatek od tzw. małpek – do kasy NFZ trafiają pokaźne kwoty mające wspierać profilaktykę oraz walkę z chorobami cywilizacyjnymi. Ciekawie w tym kontekście wygląda ludzka natura: rząd próbuje nas opodatkować za niezdrowe wybory, a my… w sumie i tak kupujemy, pomstując przy tym na wysokie ceny w sklepach. Bo czy podatek od cukru kiedykolwiek powstrzymał kogoś przed zjedzeniem pączka w tłusty czwartek? No właśnie.

Priorytety budżetowe: co naprawdę liczy się dla Polaków?

Z niedawnych sondaży społecznych, na przykład przeprowadzonych dla „Dziennika Gazety Prawnej”, wynika jednoznaczny obraz nastrojów. Gdy obywatele są pytani o to, na co państwo powinno przeznaczać większe środki, ochrona zdrowia miażdży konkurencję, wskazuje na nią aż 67,6 proc. respondentów. Polacy bezbłędnie wyczuwają, że system wymaga natychmiastowego zastrzyku gotówki, spychając na dalszy plan administrację czy inne wydatki państwowe. (Kto zresztą uważa, że urzędów w Polsce jest za mało, niech pierwszy rzuci papierem formatu A4).

Wydatki bieżące na ochronę zdrowia rosną – według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2025 roku publiczne nakłady wyniosły 271,8 mld zł, co przekroczyło ustawowe minimum 6,5 proc. PKB. Mimo to, jak pokazują statystyki Barometru Watch Health Care, średni czas oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty czy badania diagnostyczne wciąż rośnie, osiągając momentami ponad 4 miesiące. Statystyka ta boleśnie zderza się z rzeczywistością pacjentów, którzy zamiast czekać miesiącami, wolą zapłacić z własnej kieszeni w prywatnym gabinecie – a przypomnijmy, że bezpośrednie wydatki gospodarstw domowych to kolejne dziesiątki miliardów złotych rocznie.

Nowe otwarcie podatkowe a portfele chorych

W dyskusjach wokół reform fiskalnych przewijają się kwoty idące w dziesiątki miliardów złotych. Zmiany w progach podatkowych, modyfikacje składek dla przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem czy korekty stawek CIT dla największych korporacji mają bezpośrednio przełożyć się na strumień pieniędzy płynący do NFZ – mowa tu o dodatkowych około 2 mld zł z samych zmian w strukturze podatku dochodowego i ryczałtu. Ekonomiści i eksperci od ochrony zdrowia, tacy jak Maria Libura, od lat podkreślają jednak, że samo dosypywanie pieniędzy do dziurawego wiadra bez głębszej reformy strukturalnej przypomina leczenie dżumy aspiryną. System potrzebuje przejrzystości, a nie tylko kreatywnej księgowości budżetowej.

Ostatecznie podatki w ochronie zdrowia pozostają naczyniem połączonym. Każda zmiana stawek, ulga czy nowa opłata celowa prędzej czy później ląduje na naszym – podatników i pacjentów – stole. I choć politycy prześcigają się w pomysłach na to, jak sprawiedliwie pobierać daniny, najważniejszym testem dla każdego systemu podatkowego w obszarze healthcare pozostaje jedno: czy chory człowiek szybciej otrzyma pomoc. Na razie odpowiedź na to pytanie wciąż pozostaje w trybie oczekiwania.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl