Gdyby w naszych naczyniach krwionośnych zamontować syreny alarmowe, połowa kraju nie zasnęłaby w nocy, a stacje pogotowia ratunkowego pękałyby w szwach od zgłoszeń. Prawda jest jednak taka, że podwyższony poziom cholesterolu nie dzwoni, nie kłuje w klatce piersiowej i przez lata nie daje absolutnie żadnych widocznych sygnałów ostrzegawczych. Według najnowszych danych medycznych problem ten dotyka już nawet od 60 do 70 procent dorosłych Polaków, co w przeliczeniu daje armię liczącą około 21 milionów obywateli. Choć brzmi to jak scenariusz filmu katastroficznego, większość zainfekowanych tą „cichą” przypadłością nawet nie podejrzewa, że w ich ciele tyka biologiczna bomba. Szczegółowe informacje i szerokie analizy na ten temat regularnie publikuje serwis Wysoki cholesterol – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, pokazując, jak skomplikowanym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia stały się zaburzenia lipidowe.
Kiedy słyszymy słowo „cholesterol”, nasza wyobraźnia natychmiast podsuwa nam obrazy ociekających tłuszczem hamburgerów, żółtych zacieków na naczyniach czy zakazanych potraw rodem z babcinego obiadu. Biologia bywa jednak bardziej przewrotna – nasza własna wątroba produkuje około 70-80% krążącego w organizmie cholesterolu, a reszta trafia tam wraz z pożywieniem. Organizm bez tego związku po prostu by się rozpadł; cholesterol buduje błony komórkowe, bierze udział w produkcji kluczowych hormonów, takich jak testosteron czy kortyzol, a także odpowiada za syntezę witaminy D. Kłopot zaczyna się w momencie, gdy w układzie krążenia dochodzi do trwałej nierównowagi między frakcjami lipidowymi.
Głównym czarnym charakterem tej opowieści jest frakcja LDL, powszechnie nazywana „złym” cholesterolem. Gdy jest go za dużo, cząsteczki te zaczynają wnikać w głąb ścian naczyń krwionośnych, utleniają się i wywołują stan zapalny. Z czasem tworzą się tam blaszki miażdżycowe, które powoli, lecz skutecznie zwężają światło tętnic. I tu pojawia się największy paradoks ludzkiej psychiki: skoro nic nie boli, człowiek funkcjonuje normalnie, biega do pracy, trenuje na siłowni czy ogląda seriale na kanapie, to po co tracić czas na nudne badania krwi? Przecież czuję się świetnie – to zdanie lekarze słyszą w gabinetach niemal codziennie, tuż przed wypisaniem skierowania na pilną diagnostykę kardiologiczną.
Eksperci z Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego oraz inicjatyw takich jak Koalicja „Liga Walki z Cholesterolem” od dłuższego czasu biją na alarm. Statystyki pokazują, że choroby układu krążenia wciąż odpowiadają za niemal co trzeci zgon w Polsce. Co gorsza, profilaktyka wciąż kuleje, a świadomość społeczna pozostaje na alarmująco niskim poziomie – zaledwie mniejszość Polaków regularnie kontroluje swój profil lipidowy, czyli tzw. lipidogram. A wystarczy przecież jedno proste ukłucie w punkcie pobrań, by dowiedzieć się, w jakim stanie są nasze tętnice.
Warto też pamiętać, że wysoki cholesterol nie wybiera ze względu na wiek czy styl życia – obok osób starszych, u których po 60. roku życia problemy z lipidami dotykają nawet 80% populacji, coraz częściej spotyka się młodych ludzi zmagających się z genetycznie uwarunkowaną hipercholesterolemią rodzinną. W ich przypadku dieta bogata w sałaty i unikanie fast foodów może okazać się niewystarczająca, ponieważ mutacje genetyczne robią swoje bez względu na silną wolę pacjenta. Dlatego medycyna coraz głośniej stawia na wczesną diagnostykę – włączając badania lipidowe nawet do programów profilaktycznych najmłodszych, by wychwycić zagrożenie, zanim blaszka miażdżycowa zdąży na dobre zablokować drogi przepływu krwi.
Zamiast czekać na moment, w którym organizm boleśnie upomni się o uwagę, o wiele rozsądniej jest zaprzyjaźnić się z własnym lipidogramem. Walka z nadmiarem lipidów nie musi oznaczać drastycznej głodówki czy rezygnacji ze wszystkich przyjemności życia – kluczem staje się tzw. dieta portfolio, regularna, umiarkowana aktywność fizyczna oraz – w razie potrzeby – nowoczesna farmakoterapia pod okiem specjalisty. Pamiętajmy, że stawką w tej grze nie jest idealna sylwetka na plażę, ale po prostu dłuższe, zdrowsze życie bez wizji nagłego zawału czy udaru.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl