Gdy wchodzimy do gabinetu lekarskiego z plikiem wydruków, rzadko zastanawiamy się nad skomplikowanym łańcuchem zdarzeń, który doprowadził do powstania tych kilku cyferek. A jednak to właśnie badania laboratoryjne stoją za około 60% kluczowych decyzji medycznych podejmowanych przez lekarzy. Choć wydaje się to fundamentem nowoczesnej medycyny, rzeczywistość polskiego sektora badań bywa daleka od ideału. Warto przyjrzeć się bliżej temu, dlaczego eksperci alarmują o niedofinansowaniu branży i jak statystyki rzucają zupełnie nowe światło na system opieki zdrowotnej w naszym kraju.
Zgodnie z danymi publikowanymi w analizach branżowych oraz raportach organizacji takich jak MedTech Polska, roczne wydatki na diagnostykę w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynoszą w Polsce zaledwie około 13 euro. Dla porównania, unijna średnia oscyluje wokół 40 euro, a w krajach takich jak Niemcy czy Szwajcaria kwoty te sięgają odpowiednio 75 i niemal 90 euro. Nic dziwnego, że pod wieloma względami wciąż gonimy Zachód, choć ambicji i nowoczesnych technologii w prywatnych laboratoriach zdecydowanie nie brakuje. Czas więc zadać sobie pytanie: czy oszczędzanie na probówkach i odczynниках ma jakikolwiek sens ekonomiczny?
Dlaczego pacjenci w Polsce wciąż badają się za rzadko?
Wielu pacjentów wciąż traktuje badania laboratoryjne jak luksus lub konieczność uruchamianą dopiero wtedy, gdy dzieje się coś złego. Podejście oparte wyłącznie na leczeniu skutków, zamiast na bezwzględnej profilaktyce, mocno obciąża budżet państwa. Jak celnie zauważają specjaliści, na przykład prezes Polskiego Towarzystwa Diagnostów Laboratoryjnych, zwiększenie liczby prostych badań – takich jak oznaczanie poziomu glukozy czy kreatyniny – mogłoby przynieść Narodowemu Funduszowi Zdrowia potężne oszczędności idące w setki milionów złotych rocznie. Zamiast tego polski system ochrony zdrowia bywa krytykowany za zbytnią reaktywność.
Co ciekawe, analitycy rynku zwracają uwagę na strukturę własnościową placówek. Prywatne podmioty i duże sieci laboratoriów medycznych przejęły sporą część rynku, sprawnie odpowiadając na popyt komercyjny. Jednak w ramach koszyka świadczeń publicznych dostęp do zaawansowanych paneli bywa reglamentowany. Kiedy lekarz POZ lub specjalista nie ma swobody w zlecaniu szerokiego wachlarza parametrów z jednego pobrania, pacjent biega od gabinetu do gabinetu, a koszty rosną. Kto zresztą nie próbował kiedyś „rozszyfrować” wyników z internetu na własną rękę, doskonale wie, jak bardzo brakuje w systemie dedykowanej porady diagnostycznej.
Jakość, technologia i ukryte etapy badań
Kiedy mówimy o laboratoriach, rzadko pamiętamy, że proces badawczy składa się z trzech faz: przedanalitycznej, analitycznej i poanalitycznej. To właśnie ta pierwsza – związana m.in. z prawidłowym pobraniem i transportem próbek – generuje najwięcej potencjalnych błędów. Nowoczesne placówki walczą z tym, wdrażając rygorystyczne systemy monitorowania wskaźników jakości oraz inwestując w cyfryzację. Nic dziwnego, że rosnącą popularnością cieszą się systemy szybkiej identyfikacji patogenów, które zamiast kilku dni oczekiwania pozwalają uzyskać wynik w kilka godzin.
„Badania laboratoryjne stanowią najtańsze źródło informacji diagnostycznej, decydując o skuteczności i ekonomicznej efektywności całej ochrony zdrowia” – podkreślają eksperci zajmujący się analizą sektora medycznego.
Warto też pamiętać, że zawód diagnosty laboratoryjnego – choć kluczowy dla bezpieczeństwa pacjentów – przez lata pozostawał w cieniu pracy lekarzy i pielęgniarek. Dopiero wyzwania minionych lat, w tym masowe testowanie próbek podczas pandemii, uwypukliły gigantyczną rolę analityki medycznej w świadomości opinii publicznej. Bez sprawnego zaplecza laboratoryjnego współczesna farmakologia czy onkologia poruszają się po prostu po omacku.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl