Wizyta na wsi i szklanka świeżego, jeszcze ciepłego mleka prosto od krowy wielu osobom kojarzy się z sielskim dzieciństwem oraz poszukiwaniem maksymalnie naturalnej żywności. Choć trend na produkty nieprzetworzone zyskuje na popularności, a mlekomaty wciąż mają swoich stałych klientów, współczesna medycyna i służba zdrowia patrzą na ten zwyczaj z rosnącym niepokojem. Jak podaje portal rynekzdrowia.pl w zestawieniu „Surowe mleko – informacje”, wokół tego tradycyjnego napoju narasta wiele mitów, które mogą słono kosztować nasze zdrowie. Czy rezygnacja z pasteryzacji to powrót do korzeni, czy raczej niepotrzebne igranie z ogniem?
Zwolennicy picia surowego mleka argumentują, że proces obróbki cieplnej niszczy cenne enzymy, witaminy oraz dobroczynne bakterie. Tymczasem twarde dane epidemiologiczne wskazują, że brak pasteryzacji zamienia zwykły nabiał w idealną pożywkę dla groźnych patogenów. Statystyki pokazują, że ryzyko zachorowania na groźne infekcje pokarmowe po spożyciu surowego mleka może być nawet kilkadziesiąt a wręcz ponad sto razy wyższe w porównaniu do produktów poddanych bezpiecznej obróbce termicznej.
Warto pamiętać, że nawet najczystsze gospodarstwo i lśniące stalą urządzenia u rolnika nie dają gwarancji mikrobiologicznej sterylności. W surowcu mogą ukrywać się niebezpieczne drobnoustroje, takie jak bakterie Campylobacter, szczepy Escherichia coli produkujące toksynę Shiga, a także Salmonella czy Listeria monocytogenes. Te patogeny wywołują silne zatrucia, uciążliwe biegunki, wymioty, a w skrajnych przypadkach – szczególnie u małych dzieci, osób starszych czy kobiet w ciąży – mogą prowadzić do trwałego uszkodzenia nerek, a nawet zagrożenia życia.
Co ciekawe, dyskusja o bezpieczeństwie nabiegu toczy się nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Podczas gdy w Europie rygorystyczne normy sanitarne trzymają rynek w ryzach, w Stanach Zjednoczonych surowe mleko stało się elementem szerokiej debaty kulturowo-politycznej. Co więcej, niedawne analizy amerykańskich służb weterynaryjnych wykazały obecność wirusa ptasiej grypy (H5N1) u stad bydła mlecznego, co na nowo zdefiniowało ryzyka związane z piciem mleka prosto od krowy bez wcześniejszego przegotowania.
Kupując żywność „od rolnika”, warto więc kierować się zdrowym rozsądkiem, a nie tylko ślepą wiarą w to, że dawne metody naszych przodków zawsze były w stu procentach bezpieczne. Czasami tradycję lepiej zmodyfikować – ot, choćby poprzez zwykłe zagotowanie mleka w domowym garnku – by cieszyć się smakiem bez wizyty na oddziale zakaźnym.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl