Strata bliskiej osoby to jedno z najbardziej druzgocących doświadczeń, z jakimi może zmierzyć się człowiek, a jej echa odbijają się nie tylko w sferze emocjonalnej, ale również w kondycji fizycznej. Choć powszechnie powtarza się utarte powiedzenie, że „czas leczy rany”, współczesna psychologia i medycyna są dalekie od takiego uproszczenia. Jak wskazują specjaliści, sam upływ dni nie wystarczy, by uzdrowić psychikę – kluczowe jest aktywne przejście przez poszczególne etapy żałoby, nierzadko przy udziale specjalistów z zakresu zdrowia psychicznego. Tematyka ta, regularnie podejmowana w branżowych serwisach takich jak „Żałoba – informacje i artykuły” na portalu Rynek Zdrowia, rzuca światło na to, jak bardzo niedocenianym problemem medycznym i społecznym bywa przedłużająca się rozpacz.
Wokół żałoby narosło wiele szkodliwych mitów. Najpopularniejszy z nich zakłada, że proces ten ma liniowy przebieg i po określonym czasie – na przykład po roku – powinien po prostu „miniec”. Tymczasem badania i obserwacje kliniczne pokazują zupełnie inny obraz. Żałoba to skomplikowany, wielowymiarowy proces, który angażuje cały organizm. Wywołuje wahania nastroju, zaburzenia snu, spadek odporności, a u osób szczególnie wrażliwych może prowadzić do rozwoju tzw. żałoby powikłanej.
Ciekawe podejście do tego zjawiska reprezentuje między innymi prof. George Bonanno, którego teoria oscylacji emocjonalnej dowodzi, że ludzki mózg naturalnie lawiruje między przeżywanym bólem a chwilową ulgą i powrotem do codziennych obowiązków. Nie oznacza to jednak braku szacunku dla zmarłego czy szybkiego „zapomnienia” – to po prostu mechanizm obronny psychiki, która doznała głębokiego tąpnięcia. Zupełnie tak, jakby nasz wewnętrzny system operacyjny próbował zresetować się po potężnym zwarciu, choć użytkownik ma wrażenie, że cały komputer właśnie bezpowrotnie spłonął.
Statystyki medyczne nie pozostawiają złudzeń. Osoby, które utknęły w fazie przedłużającej się, powikłanej żałoby, znacznie częściej odwiedzają gabienty lekarzy rodzinnych, sięgają po farmakologię – w tym leki przeciwdepresyjne i uspokajające – oraz wykazują podwyższone ryzyko problemów somatycznych w perspektywie długoterminowej. Tutaj pojawia się fundamentalne pytanie o gotowość systemu ochrony zdrowia do niesienia pomocy takim pacjentom. Lekarz pierwszego kontaktu bywa często pierwszą, a zarazem jedyną osobą zauważającą, że pacjent cierpi nie tyle na fizyczną dolegliwość, ile na niezabliźnioną ranę emocjonalną.
Warto pamiętać, że strata nie dotyczy wyłącznie śmierci człowieka. W szerszym kontekście psychologicznym żałobę przeżywamy również w wyniku utraty zdrowia, poronienia, rozpadu ważnych relacji czy utraty stabilności życiowej. Zrozumienie mechanizmów żałoby powinno zatem stać się stałym elementem edukacji zdrowotnej, a dostęp do wsparcia psychologicznego – realnie ułatwiony. Bo choć cierpienie po stracie jest wpisane w ludzkie istnienie, nikt nie powinien zostawać z nim sam w gabinecie lekarskim, w którym na rozmowę poświęca się zaledwie kwadrans.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl