System ochrony zdrowia w Polsce nieustannie poszukuje zastrzyków gotówki, a temat wsparcia finansowego budzi ogromne emocje zarówno wśród dyrektorów wielkich szpitali, jak i zarządców mniejszych placówek POZ. Czy setki milionów z programów unijnych oraz krajowych rezerw faktycznie odmienią oblicze polskich gabinetów i ratownictwa medycznego? Za tymi gigantycznymi kwotami kryje się jednak gąszcz przepisów, rygorystyczne harmonogramy i walka o każdy grosz, o czym szeroko informuje portal w artykule zatytułowanym „Dofinansowanie – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl”. Przeanalizujmy, jak to wszystko wygląda w praktyce i dlaczego zdobycie dotacji bywa drogi przez mękę.
Kwestie związane z pozyskiwaniem środków zewnętrznych na medycynę od lat przypominają bieg z przeszkodami. Z jednej strony mamy ambitne założenia rządowe oraz unijne – przypomnijmy chociażby ogromny projekt wsparcia podstawowej opieki zdrowotnej wart 1,25 mld zł (z czego niemal 996 mln zł pochodzi z unijnego Funduszu Rozwoju Regionalnego). Z drugiej strony, szara rzeczywistość szpitali powiatowych pokazuje, że biurokracja potrafi skutecznie ostudzić zapał nawet najbardziej wytrwałych menedżerów. Szczerze mówiąc, gdy słyszę o kolejnych rekordowych miliardach pompowanych w system, zawsze zadaję sobie pytanie: ile z tego faktycznie trafi do pacjenta, a ile utonie w gąszczu kosztorysów, pozwoleń i poprawek do wniosków?
Gdzie szukać pieniędzy? Krajowe i unijne źródła dla medycyny
Współczesne placówki medyczne mogą próbować swoich sił w wielu programach. Kluczową rolę w perspektywie finansowej odgrywa program Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko (FEnIKS) na lata 2021–2027. Środki te są dystrybuowane m.in. za pośrednictwem Ministerstwa Zdrowia oraz Narodowego Funduszu Zdrowia. Oprócz tego na liście priorytetów znajdują się:
- Modernizacja lądowisk dla śmigłowców przy Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych (SOR) z Subfunduszu Modernizacji Podmiotów Leczniczych.
- Projekty regionalne zarządzane przez poszczególne samorządy województw, odpowiadające na lokalne deficyty.
- Inwestycje w cyfryzację, elektroniczną dokumentację medyczną oraz rozwój telemedycyny.
I tu pojawia się pewna klasyczna dygresja: spójrzmy na to po ludzku. Dyrektor szpitala zamiast ratować budżet i leczyć chorych, siedzi po nocach nad tabelkami w systemie elektronicznym takim jak MEWA czy platforma POPI, drżąc, czy jego wniosek spełni dziesiątki formalnych kryteriów. To trochę tak, jakby próbować przepłynąć ocean żaglówką zrobioną z papieru – niby się da, ale ryzyko zatonięcia na pierwszym lepszym paragrafie jest zatrważająco wysokie.
Wydatki, kontrowersje i szukanie nowych danin
Nie da się ukryć, że państwowa kiesa ma swoje granice. Rząd nieustannie głowi się nad nowymi źródłami dochodów. Niedawno głośno zrobiło się o pomysłach wprowadzenia dodatkowych opłat obciążających branże zyskujące na używkach – na przykład specjalnej daniny od sprzedaży alkoholu i wyrobów tytoniowych, która mogłaby zasilić Fundusz Zdrowia Publicznego. Choć szacowano, że mogłoby to przynieść około 225 mln zł rocznie, pomysł natychmiast wywołał burzę i sprzeciw resortów gospodarczych obawiających się nadmiernego dociążania przedsiębiorców. Tego typu przepychanki pokazują, że walka o finansowanie zdrowia to gra interesów, w której każdy sektor próbuje chronić własną skórę.
Dofinansowania to jednak nie tylko wielkie inwestycji budowlane. To również drobniejsze inicjatywy, programy polityki zdrowotnej czy działania profilaktyczne, które w perspektywie długofalowej mają odwrócić tzw. piramidę świadczeń – czyli przenieść ciężar z kosztownego leczenia szpitalnego na opiekę ambulatoryjną i profilaktykę.
Podsumowanie szans i wyzwań
Bez względu na to, czy placówka celuje w unijne miliony, czy w mniejsze granty krajowe, kluczem do sukcesu pozostaje skrupulatne planowanie. Informacje o naborach zmieniają się dynamicznie, a zasady bywają rygorystyczne. Pewne jest jedno: kto nie szuka alternatywnych źródeł finansowania, ten w dzisiejszym wyścigu o nowoczesną medycynę zostaje daleko w tyle. A pacjenci? Oni po prostu chcą czuć się bezpiecznie, bez względu na to, z jakiego funduszu sfinansowano skalpel w ręku chirurga.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl