Gdy chory człowiek staje przy aptecznym okienku, ostatnią rzeczą, o jakiej myśli, jest to, czy za jego lekami stoi czysty wolny rynek, czy może zacisze gabinetów, w których wielcy graczach potajemnie dzielą się stawkami. Jak się okazuje, przez ponad dekadę polscy pacjenci mogli nieświadomie finansować wygodny układ sił, w którym najwięksi dystrybutorzy leków woleli unikać wzajemnej walki o klienta. Sprawa, którą właśnie nagłośnił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, rzuca zupełnie nowe światło na kulisy działania branży farmaceutycznej w naszym kraju.
Wszystko wyszło na jaw pod koniec września 2026 roku. Prezes UOKiK, Tomasz Chróstny, ogłosił decyzję o nałożeniu potężnych sankcji finansowych na cztery podmioty zajmujące się hurtową dystrybucją medykamentów. Łączna kwota kar przekroczyła oszałamiające 904 miliony złotych. Taki cios w sektor farmaceutyczny to rzadkość, a skala procederu robi wrażenie nawet na zaprawionych w bojach analitykach gospodarczych. Bo jak nazwać sytuację, w której firmy kontrolujące lwią część rynku zamiast konkurować ceną, wolą pilnować, by żaden z konkurentów nie popsuł rynkowej harmonii?
Z ustaleń urzędu antymonopolowego wynika, że od października 2015 roku największe krajowe hurtownie farmaceutyczne wplątały się w niedozwolone porozumienie. W gronie ukaranych znalazły się takie potęgi jak Neuca oraz Grupa Farmacol. Co ciekawe, w tej układance korporacyjnej panowała niemal rodzinna atmosfera – zamiast tradycyjnego wyścigu na rabaty i lepsze oferty dla aptek, stosowano metodę szerokiej wymiany wrażliwych danych. I tu pojawia się klasyczna dygresja: człowiek całe życie żyje w przekonaniu, że kapitalizm opiera się na bezwzględnej walce o każdego kupującego, a potem przychodzi urzędnik i pokazuje dokumenty, z których wynika, że korporacje potrafią ze sobą współpracować tak miło, aż serce rośnie – oczywiście do momentu, gdy spojrzy się na wysokość paragonu w osiedlowej aptece.
Wspomniane podmioty w latach 2015–2022 kontrolowały łącznie ponad 70 proc. rynku hurtowej sprzedaży leków w Polsce. Taka pozycja daje niemal absolutną władzę nad tym, co trafia na półki apteczne i na jakich warunkach. Jak dokładnie wyglądał ten mechanizm? Hurtownie wymieniały się informacjami dotyczącymi cen oferowanych konkretnym, niepublicznym odbiorcom, wielkości sprzedaży oraz bieżących warunków handlowych. Gdy jedna firma zauważyła, że konkurent sprzedaje dany lek drożej, bez problemu mogła podnieść własną marżę, nie obawiając się odpływu klientów. Z kolei w przypadku obniżek natychmiast korygowano własne cenniki, aby – jak wprost zapisano w wewnętrznej korespondencji jednej z korporacji – „nie wywołać wojny cenowej”.
Warto w tym miejscu docenić ironię korporacyjnego języka. Zwrot „wojna cenowa” brzmi w usta menedżerów jak groźne starcie armii, podczas gdy dla zwykłego zjadacza chleba i pacjenta wojna cenowa to po prostu upragniona tańsza tabletka na nadciśnienie czy przeziębienie. Niestety, zamiast walki o portfel klienta, mieliśmy do czynienia z elegancką synchronizacją cenników. Jak dosadnie podsumował to Tomasz Chróstny, szef UOKiK: – Na procederze korzystali uczestnicy zmowy, traciły zaś apteki, a ostatecznie pacjenci, którzy płacili więcej za leki. Słowa te trafiają w samo sedno, bo ostateczny rachunek za korporacyjne wygodnictwo zawsze ląduje w kieszeni szarego obywatela.
Rozkład kar prezentuje się niezwykle okazale. Najwyższą sankcję – wynoszącą ponad 499 milionów złotych – uderzająco odczuje spółka Neuca. Z kolei podmioty z grupy Farmacol mają do zapłaty łącznie ponad 404 miliony złotych (w tym Farmacol-Logistyka ponad 400,5 mln zł oraz Farmacol blisko 3,5 mln zł), natomiast spółka Świat Zdrowia otrzymała karę przekraczającą 1,9 miliona złotych. Całej sytuacji pomyślnie uniknęła jedynie Polska Grupa Farmaceutyczna (część grupy Pelion), która jako uczestnik procederu zdecydowała się na pełną współpracę z urzędem w ramach programu łagodzenia kar (*leniency*), dostarczając śledczym kluczowe dowody. Dzięki temu uchroniła się przed wielomilionową sankcją finansową.
Warto dodać, że ukarane spółki zapowiadają odwołania do sądu, utrzymując, że ich działalność była w pełni legalna, a decyzja UOKiK nie jest jeszcze prawomocna. Sprawa z pewnością znajdzie swój finał na sali sądowej, co może potrwać jeszcze kilka lat. Niemniej jednak sam sygnał wysłany przez urząd pokazuje, że państwowe instytucje coraz skuteczniej prześwietlają zakamarki rodzimego biznesu. Pozostaje mieć nadzieję, że ewentualne wyroki nie tylko utrzymają w mocy bat na nieuczciwą konkurencję, ale przede wszystkim przypomną wszystkim wielkim graczom, że zdrowie Polaków to nie pole do testowania cierpliwości regulatora.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl