Śmierć bliskiej osoby to zawsze ogromny cios, jednak w Polsce dramat rodziny bywa potęgowany przez proceduralną patową sytuację, w której bliscy potrafią godzinami czekać na lekarza, który wystawi kartę zgonu. Problem ten – jak szczegółowo opisuje artykuł Koroner – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl – od lat spędza sen z powiek zarówno medykom, jak i pogrążonym w żałobie bliskim. Choć resort zdrowia podejmuje próby reform, rzeczywistość wciąż opiera się na przepisach, które pamiętają czasy Władysława Gomułki, a pacjenci oraz lekarze podstawowej opieki zdrowotnej z niecierpliwością czekają na przełomowe rozwiązania.
Choć współczesna medycyna potrafi dokonywać cudów w ratowaniu ludzkiego życia, to w obliczu jego nieuchronnego końca polski system ochrony zdrowia potrafi zaciąć się na amen. Zgodnie z obowiązującymi zasadami, które bazują na przestarzałym rozporządzeniu z 1961 roku, obowiązek stwierdzenia zgonu i wypisania niezbędnej do pochówku karty spoczywa co do zasady na lekarzu, który ostatnio leczył pacjenta w okresie 30 dni przed jego śmiercią. To podejście bywa absurdalne, ponieważ odległość 4 kilometrów czy umowne 12 godzin oczekiwania decydują o tym, kto ma nagle porzucić pacjentów w przychodni i jechać do zmarłego. No powiedzmy sobie szczerze: czy w erze sztucznej inteligencji i cyfryzacji naprawdę musimy polegać na przepisach pisanych wtedy, gdy telefon z tarczą był szczytem technologii?
Dlaczego brakuje urzędników od spraw zgonów?
Temat powołania powszechnej instytucji koronera wraca jak bumerang przy okazji każdej głośnej afery lokalnej. Ostatnio głośno było o przypadku ze Śląska, gdzie po zgonie pacjentki w przychodni zespół ratownictwa medycznego rozkładał ręce, a rodzina czekała długie godziny na pojawienie się lekarki pełniącej funkcję koronera. Takie sytuacje nie są odosobnione. Rzecznik Praw Obywatelskich od blisko trzynastu lat bezskutecznie interweniuje w tej sprawie, wskazując na gigantyczną lukę prawną.
Ministerstwo Zdrowia próbowało mierzyć się z tym wyzwaniem wielokrotnie. W pierwotnych założzeniach projektowanych przepisów zapowiadano powołanie pełnoprawnych koronerów z prawdziwego zdarzenia, którzy mieliby status funkcjonariuszy publicznych, a na oględziny zwłok i sporządzenie dokumentacji dostaliby 4 godziny. Jednak w późniejszych korektach projektów, m.in. na początku 2026 roku, zamiast klasycznego koronera pojawiło się pojęcie „urzędowego lekarza do spraw zgonów”, co natychmiast wywołało falę krytyki ze strony środowiska lekarskiego. Zamiast uproszczenia procedur, medycy obawiają się kolejnych biurokratycznych schodów i niejasnych kryteriów wzywania specjalistów przez wojewódzkich koordynatorów ratownictwa medycznego.
Oczekiwania środowiska medycznego a rzeczywistość
Przedstawiciele takich organizacji jak Porozumienie Zielonogórskie czy Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia nie owijają w bawełnę. Ich zdaniem przerzucanie odpowiedzialności za orzekanie o zgonie na lekarzy POZ, którzy na co dzień powinni leczyć żywych pacjentów w gabinetach, jest zwykłym nieporozumieniem. Dodatkowo próby kwalifikowania samego stwierdzenia zgonu jako świadczenia zdrowotnego budzą śmiechprzez łzy – w końcu zmarły nie jest już pacjentem w sensie terapeutycznym.
Kiedy wreszcie doczekamy się stabilnych reguł? Plany rządowe zakładają wdrożenie kompleksowych zmian oraz cyfryzacji (w tym elektronicznych kart zgonu), a nowe regulacje mają wejść w życie od stycznia 2027 roku. Do tego czasu rodziny zmarłych oraz lekarze w całym kraju muszą radzić sobie w realiach, które bardziej przypominają administracyjną drogę przez mękę niż sprawnie działające państwo opiekuńcze. Miejmy nadzieję, że zapowiadane nowelizacje faktycznie ukrócą ten absurd, a słowo „koroner” przestanie być w Polsce tylko medialnym pobożnym życzeniem.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl