Kryzys w polskich poradniach leczenia bólu. Pacjenci zderzają się ze ścianą

Skala cierpienia tysięcy pacjentów w Polsce po raz kolejny zderza się z brutalnymi realiami finansowymi polskiego systemu ochrony zdrowia, gdzie nowoczesny sprzęt i wykwalifikowani specjaliści to za mało, gdy w kasie Narodowego Funduszu Zdrowia brakuje środków. Choć problem przewlekłego dotyka ogromnej części społeczeństwa, codzienna praktyka pokazuje, że uzyskanie fachowej pomocy w wyspecjalizowanych placówkach staje się luksusem, na który mogą pozwolić sobie nieliczni. Jak donoszą media branżowe oraz serwisy monitorujące sytuację w kraju, pacjenci szukający ratunku przed cierpieniem coraz częściej słyszą od lekarzy gorzkie słowa: „niestety musi boleć”.

Szacuje się, że z problemem bólu przewlekłego – trwającego dłużej niż trzy miesiące – mierzy się obecnie od 20 do 25 procent polskiego społeczeństwa. To miliony obywateli, dla których codzienne funkcjonowanie bez farmakoterapii lub specjalistycznych zabiegów interwencyjnych graniczy z cudem. Sytuację doskonale ilustrują doniesienia z placówek takich jak Poradnia Leczenia Bólu przy Miejskim Szpitalu Zespolonym w Olsztynie, gdzie ze względu na całkowite wyczerpanie miesięcznych limitów punktów narzuconych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, placówka musiała drastycznie ukrócić liczbę przyjmowanych chorych. Zamiast kilkudziesięciu zabiegów miesięcznie, lekarze mogą wykonać zaledwie kilka, odsyłając cierpiących ludzi z kwitkiem. I pomyśleć, że żyjemy w czasach, w których sztuczna inteligencja pisze wiersze, a telefon w przychodni dzwoni non stop, bo pacjenci błagają o zwykłą ludzką ulgę.

Systemowe bariery i mankamenty finansowania

Eksperti z Polskiego Towarzystwa Badania Bólu (PTBB) od dawna wskazują, że trudności z dostępem do leczenia to wierzchołek góry lodowej. W całym kraju wciąż dotkliwie brakuje wielokierunkowych ośrodków – w 6 województwach nie ma ani jednej placówki oferującej kompleksowe wsparcie, a w pozostałych regionach 23 poradnie muszą obsłużyć populację liczącą średnio po 1,25 miliona mieszkańców na jedną placówkę. Czas oczekiwania na wizytę w niektórych miastach potrafi sięgać nawet roku, co w przypadku chorych onkologicznie lub cierpiących na ciężkie neuralgia popółpaścowe brzmi jak okrutny żart.

Co więcej, polscy lekarze wciąż rzadziej niż ich zachodni koledzi sięgają po silne leki opioidowe w ramach terapii przewlekłej, nierzadko ze względu na obawy administracyjne oraz niski poziom edukacji w tym zakresie już na studiach medycznych. Przeciętny student medycyny w Polsce poświęca na naukę o medycynie bólu zaledwie około 3 godziny – mniej niż wynosi program edukacyjny dla przyszłych lekarzy weterynarii. Trudno się zatem dziwić, że pacjenci borykają się z łatką stygmatyzacji, a nowoczesne metody, takie jak kriolezja czy termolezja kręgosłupa, utknęły w gąszczu niedopasowanych wycen i przestarzałych rozporządzeń.

Nadzieja na zmiany czy urzędowa prowizorka?

Światło w tunelu próbują wnosić organizacje medyczne, które regularnie przedstawiają rządzącym pakiety rekomendacji. Postulaty obejmują m.in. uelastycznienie kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia, rozszerzenie wskazań do mało inwazyjnych zabiegów interwencyjnych oraz wprowadzenie standardów leczenia bólu do podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Część z tych postulatów spotkała się już z pozytywnymi opiniami Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), jednak tempo wdrażania realnych rozporządzeń często rozmija się z dramatycznym tempem kalendarza chorych.

Warto śledzić bieżące doniesienia i analizy publikowane w serwisach takich jak źródłowy artykuł portalu rynekzdrowia.pl zatytułowany „Leczenie bólu – informacje”, ponieważ świadomość społeczna wokół praw pacjenta do życia bez cierpienia powoli rośnie. Bez systemowego zastrzyku gotówki, realnej zmiany wycen procedur zabiegowych oraz edukacji od najwcześniejszych etapów studiów medycznych, szumne deklaracje o „nowoczesnej opiece” pozostaną jednak jedynie pustymi frazesami na papierze, a pacjenci nadal będą musieli radzić sobie sami.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl