System ochrony zdrowia w Polsce stoi w obliczu głębokich modyfikacji, które mają na celu dokładniejsze monitorowanie wydatkowania publicznych środków. Zgodnie z propozycjami przygotowanymi przez resort zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia zyska zupełnie nowe uprawnienia, a tradycyjne wizyty inspektorów przestaną być zapowiadane z wyprzedzeniem. Czy szpitale, przychodnie i podmioty komercyjne są gotowe na nagłe wizyty kontrolerów? Szczegóły tych rewolucyjnych rozwiązań stopniowo wychodzą na jaw, budząc spore poruszenie w środowisku medycznym.
Przez lata placówki medyczne zazwyczaj z dużym wyprzedzeniem wiedziały, kiedy w ich progach pojawią się kontrolerzy. Taki stan rzeczy dawał czas na poukładanie dokumentacji, skorygowanie drobnych uchybień i przygotowanie personelu. Najnowszy projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych całkowicie wywraca ten model do góry nogami. Inspektorzy z ramienia Narodowego Funduszu Zdrowia będą mogli pojawić się w ośrodku zdrowia dosłownie z ulicy, informując o inspekcji dopiero w momencie jej faktycznego rozpoczęcia. Między nami mówiąc, to trochę tak, jakby nauczyciel zapowiadał kartkówkę z trzydniowym wyprzedzeniem, a potem nagle wpadł do klasy w środku przerwanej lekcji z okrzykiem: „sprawdzamy zeszyty!”. Szok termiczny dla dyrekcji placówek gwarantowany, chociaż z punktu widzenia pacjentów – i samego budżetu państwa – ruch ten wydaje się całkiem logiczny.
Dlaczego ministerstwo decyduje się na zaostrzenie kursu?
Skala finansowa polskiej Służby Zdrowia dawno przekroczyła pułap 200 miliardów złotych, co sprawia, że zarządzanie tak ogromnymi kwotami wymaga bezwzględnej przejrzystości. Jak zauważają twórcy nowych przepisów, dotychczasowy system miewał poważne luki. W 2025 roku Departament Kontroli NFZ zdołał przeprowadzić łącznie 2216 działań kontrolnych i sprawdzających, jednak przy bazie liczącej około 40 tysięcy rozmaitych umów zawieranych z placówkami, dotychczasowe zasoby ludzkie po prostu topograficznie nie nadążały za rzeczywistošću. W centrali Funduszu regularnie podnoszono argument, że 115 etatowych kontrolerów to kropla w morzu potrzeb.
Dlatego w projektowanych przepisach zapisano nie tylko rezygnację z uprzedzania o wizytach, ale również drastyczne zwiększenie liczby osób odpowiedzialnych za weryfikację. Plan zakłada rozbudowę korpusu kontrolerskiego nawet o kilkaset etatów w perspektywie najbliższych lat. Brzmi ambitnie, choć w realiach polskiego rynku pracy znalezienie rzeszy wykwalifikowanych audytorów medycznych może okazać się nie lada wyzwaniem. Kto bowiem znający się na skomplikowanej specyfice rozliczeń medycznych porzuci lukratywny kontrakt na rzecz pracy w biurkracji?
Prywatne gabinety i czas pracy pod lupą
Jednym z najbardziej dyskutowanych elementów projektu jest rozszerzenie kompetencji kontrolnych również na te obszary, które do tej pory pozostawały poza bezpośrednim zasięgiem publicznego płatnika. Mowa tu o powiązaniach sektora publicznego z komercyjnym. NFZ zyska narzędzia do weryfikacji czasu pracy personelu medycznego zatrudnionego w szpitalach czy przychodniach kontraktowych, a także sprawdzania, czy pacjenci nie są kierowani z placówek publicznych do prywatnych gabinetów tych samych lekarzy w celach komercyjnych.
Do tej pory Fundusz rozkładał bezradnie ręce, nie mając mandatu do prześwietlania dokumentacji z czysto prywatnych praktyk. Teraz ma się to zmienić – oczywiście w ściśle określonych granicach niezbędnych do wyjaśnienia potencjalnych nieprawidłowości. Echa takich dyskusji świetnie obrazuje szeroko omawiany w branżowych mediach artykuł serwisowy pt. Kontrole – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, który punktuje rosnącą potrzebę uszczelniania systemu.
Uszczelnianie systemu czy bat na medyków?
Zwolennicy zmian przekonują, że bat na kombinacje z tzw. upcodingiem (czyli celowym wykazywaniem droższych procedur, niż miało to miejsce w rzeczywistości) czy fikcyjnymi kolejkami oczekujących jest absolutnie konieczny. Z kolei krytycy obawiają się biurokratycznego absurdu i paraliżu pracy mniejszych ośrodków, w których każda nagła wizyta urzędników potrafi na wiele godzin odciągnąć lekarzy od pacjentów.
Warto pamiętać, że opisywane regulacje znajdują się obecnie na etapie konsultacji publicznych, co oznacza, że ich ostateczny kształt może jeszcze ulec modyfikacji. Jedno jest jednak pewne – era przewidywalnych, zapowiadanych z wielotygodniowym wyprzedzeniem wizyt kontrolnych powoli odchodzi do lamusa. Polskie placówki medyczne muszą powoli oswajać się z myślą, że transparentność i gotowość na „kontrolę z zaskoczenia” staną się nową codziennością.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl