Choć menopauza dotyka każdej kobiety i rewolucjonizuje funkcjonowanie całego organizmu, w systemach ochrony zdrowia bywa traktowana po macoszemu. Najnowsze dane alarmują, że kluczowa informacja o ustaniu miesiączkowania masowo znika z oficjalnych kartotek pacjentek, co stawia pod dużym znakiem zapytania skuteczność przyszłej profilaktyki i badań nad zdrowiem żeńskiej populacji. Jak to możliwe, że tak doniosły fakt medyczny jest po prostu pomijany?
Problem niedostatecznego odnotowywania kluczowych danych w elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM) odbił się szerokim echem w środowisku naukowym. Warto spojrzeć na liczby, które unaoczniają całą skalę zjawiska. Międzynarodowy zespół badaczy z University of Colorado Anschutz postanowił zweryfikować ten stan rzeczy, publikując swoje wnioski na łamach prestiżowego czasopisma „Menopause”. Porównano wówczas anonimowe ankiety niemal 400 tysięcy uczestniczek z ich faktycznymi zapisami w kartach zdrowia. Wyniki okazały się wręcz szokujące – aż 193 tysiące kobiet zadeklarowało w wywiadzie, że przeszło już menopauzę, jednak w oficjalnych systemach lekarskich adnotację tę znaleziono u zaledwie 28 tysięcy pań. Oznacza to, że system zapisał zaledwie ok. 14% takich przypadków.
(W sumie, patrząc na polskie realia, chyba nikogo to nie dziwi – wizyta u lekarza często przypomina bieg z przeszkodami na czas, gdzie na wywiad o zdrowiu reprodukcyjnym zostaje jakieś trzydzieści sekund, o ile wcześniej pacjentka nie zapomni, w której teczce na Internetowym Koncie Pacjenta schowano wyniki ostatnich badań).
Dlaczego brak wpisu o menopauzie to medyczna minaspułapka?
Eksperci nie owijają w bawełnę. Prof. Audrey Hendricks, główna autorka wspomnianego badania, wprost podkreśla, że nie da się skutecznie leczyć ani rzetelnie badać zjawisk, których system systematycznie nie rejestruje. Menopauza to nie tylko symboliczny koniec miesiączkowania czy uciążliwe uderzenia gorąca, ale potężna zmiana metaboliczna i hormonalna. Spadek poziomu estrogenów drastycznie wpływa na układ krążenia, gospodarkę lipidową oraz gęstość kości. Z perspektywy profilaktyki wiek, w którym kobieta wchodzi w ten etap, ma kolosalne znaczenie. Przykładowo, tzw. wczesna menopauza (występująca przed 45. rokiem życia) wiąże się ze znacząco wyższym ryzykiem rozwoju chorób sercowo-naczyniowych oraz osteoporozy.
Tymczasem w polskich realiach demograficznych i medycznych temat ten wciąż bywa spychany na margines. Szacuje się, że problemy związane z przedwczesnym wygasaniem funkcji jajników (POI) oraz wczesną menopauzą mogą dotyczyć blisko 400 tysięcy Polek. Gdy brakuje spójnych danych w systemie, lekarze POZ czy kardiolodzi tracą z oczu szerszy kontekst kliniczny. Kobieta trafiająca do gabinetu z nadciśnieniem lub bólami stawów rzadko słyszy pytanie o to, kiedy pożegnała cykl menstruacyjny, choć te kropki są ze sobą ściśle połączone.
Cyfryzacja napotyka ludzki czynnik
Warto zauważyć, że nawet wtedy, gdy lekarz odnotuje fakt menopauzy, w dokumentacji bardzo często brakuje detali – chociażby precyzyjnego wieku pacjentki w momencie jej wystąpienia. W dobie wszechobecnej cyfryzacji medycyny, e-recept i e-skierowań, ten biurokratyczny mikroelement wydaje się błahostką, ale w makroskali decyduje o jakości życia milionów pacjentek w starszym wieku.
Sytuację próbują ratować eksperti oraz towarzystwa naukowe, zapowiadając liczne webinary, szkolenia dla kadr medycznych oraz akcje edukacyjne mające na celu odczarowanie i usystematyzowanie opieki menopauzalnej. Bo menopauza to w końcu nie żaden wyrok ani nagły kaprys natury, lecz naturalny rozdział życia, który – odpowiednio zaopiekowany medycznie – nie musi wiązać się z utratą zdrowia i komfortu.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl