Profilaktyka raka piersi w Polsce: dlaczego wciąż unikamy mammografii?

Statystyki dotyczące zdrowia publicznego potrafią mrozić krew w żyłach, zwłaszcza gdy dotykają tematu, któremu można skutecznie zapobiegać. Mimo że dostęp do bezpłatnych badań staje się w Polsce coraz prostszy, a system opieki zdrowotnej stale ewoluuje, wciąż zmagamy się z ogromną barierą w podejściu do własnego organizmu. Szczegółowe analizy i doniesienia, które opisuje serwis w materiale zatytułowanym „Mammografia – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl”, na nowo otwierają dyskusję o tym, dlaczego profilaktyka onkologiczna w naszym kraju napotyka na tak wiele niewidzialnych przeszkód. I chociaż technologia idzie naprzód, a medycyna daje narzędzia ratujące życie, ludzka natura bywa najlepszym adwokatem chorób.

Rak piersi pozostaje jednym z najgroźniejszych wyzwań współczesnej medycyny, dotykając co roku około 20-22 tysięcy Polek. Dane te pokazują skali problemu, przed którym stoi polski system ochrony zdrowia. Jak wskazuje Narodowy Fundusz Zdrowia oraz liczne raporty eksperckie, w grupie wiekowej od 45 do 74 lat znajduje się ponad 7,7 miliona kobiet, które mogą wykonać bezpłatne badanie mammograficzne bez konieczności posiadania skierowania. Co więcej, badanie to można powtarzać regularnie – co dwa lata lub co dwanaście miesięcy w przypadkach szczególnych, takich jak kontynuacja hormonoterapii po leczeniu onkologicznym. (Choć ręka do góry, kto z nas lubi planować wizyty u lekarza z dwuletnim wyprzedzeniem – czasami zapominamy o tym szybciej, niż zdążymy odłożyć kalendarz na półkę).

Dlaczego wiedza nie idzie w parze z działaniem?

Najnowsze badania i raporty, w tym analizy prezentowane m.in. przez Fundację SEXED.pl we współpracy z IPSOS i Novartis, rzucają światło na paradoks polskiej profilaktyki. Okazuje się, że poziom wiedzy społecznej jest zaskakująco wysoki. Aż 91% respondentek doskonale zdaje sobie sprawę, że wczesne wykrycie nowotworu ratuje życie. Skąd więc tak drastyczna różnica między teorią a praktyką? Prawdziwym problemem nie jest już brak informacji, ale bariery psychologiczne i logistyczne. Aż 48% kobiet przyznaje, że odczuwa silny lęk przed samą diagnozą, co skutecznie paraliżuje decyzję o rejestracji w placówce medycznej.

Trzeba też uczciwie przyznać, że system bywa skomplikowany dla kogoś, kto na co dzień nie obraca się w siatce placówek medycznych. Czasami mammobus stoi pod marketem, a kiedy indziej trzeba jechać do sąsiedniego powiatu, bo w lokalnej przychodni brakuje terminów. W efekcie ogólnokrajowa zgłaszalność na mammografię oscyluje w okolicach 32,77%. Dla porównania, średnia w Unii Europejskiej powinna wynosić co najmniej 70%. Państwa takie jak Dania czy Wielka Brytania osiągają wskaźniki rzędu 70-80%. Polska wypada na tym tle blado, co bezpośrednio przekłada się na późniejsze wykrywanie nowotworów i wyższą śmiertelność.

Krok w stronę nowoczesności i nowe wyzwania

Warto pamiętać, że od 1 listopada 2023 roku program bezpłatnych badań został rozszerzony o młodsze panie (od 45. roku życia) oraz seniorki do 74. roku życia. Państwo staraje się ułatwić dostęp do aparatury diagnostycznej, a od 2025 roku standardem stają się wyłącznie cyfrowe aparaty mammograficzne, które zapewniają znacznie wyższą jakość obrazowania przy minimalnej dawce promieniowania. (Swoją drogą, nowoczesna technologia potrafi zdziałać cuda, ale żaden cyfrowy aparat nie przyjdzie sam do domu i nie zaciągnie nas do gabinetu).

Eksperci podkreślają, że kluczem do zmiany trendu nie są kolejne foldery informacyjne, lecz aktywny system zaproszeń – wzorem krajów skandynawskich, gdzie pacjentka otrzymuje gotowy termin badania pocztą lub SMS-em. Dopóki system opieki zdrowia opiera się wyłącznie na biernym oczekiwaniu, że pacjentka sama zapisze się w kolejkę, statystyki będą poprawiać się ślimaczym tempem. Czas przestać traktować profilaktykę jak przykry obowiązek i zacząć widzieć w niej najprostszą polisę na długie życie.

Źródło: www.rynekzdrowia.pl