Gdy system opieki zdrowotnej mierzy się z falą starzejącego się społeczeństwa, a portfele najstarszych obywateli co miesiąc odczuwają skutki inflacji i kosztów leczenia, powraca fundamentalne pytanie o realną kondycję polskiego seniora. Czy statystyki ZUS-u idą w parze z jakością życia w gabinetach lekarskich, czy może mityczna „jesień życia” zamienia się w niekończącą się walkę o numerek do specjalisty? Odpowiedź wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać, szczególnie gdy zagłębimy się w najświeższe dane dotyczące portfeli i zdrowia Polaków.
Jak wynika z danych opublikowanych w portalu Emeryci – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, sytuacja osób w wieku emerytalnym w polskim systemie ochrony zdrowia to temat-rzeka, który regularnie rozpala debatę publiczną. Z jednej strony rządowe raporty wskazują, że osoby w wieku 60 lat i więcej stanowią już blisko 26,6% polskiej populacji, zbliżając się do pułapu 10 milionów obywateli. Z drugiej strony, codzienne realia pacjentów korzystających z publicznych placówek medycznych drastycznie odbiegają od optymistycznych wykresów ekonomicznych.
Nie da się ukryć, że polski emeryt to jednostka doświadczona przez los – i to dosłownie. Statystyczny senior w naszym kraju musi zmagać się z kilkoma schorzeniami przewlekłymi jednocześnie, co stawia go w czołówce najbardziej obciążonych chorobowo pacjentów w Europie. Co ciekawe, jak pokazują badania psychospołeczne, polskie seniorki – mimo że obiektywnie chorują najwięcej – wykazują się najwyższą dyscypliną w stosowaniu do zaleceń lekarskich. Można by żartobliwie powiedzieć, że gdyby determinacja babć w braniu tabletek punktualnie o ósmej rano była paliwem napędowym, Polska dawno podbiłaby Marsa. Niestety, sama determinacja nie wystarczy, gdy na horyzoncie pojawiają się gigantyczne kolejki do geriatrów czy kardiologów.
Kolejki i portfele: finansowy wymiar starości
Choć waloryzacja świadczeń oraz dodatkowe wypłaty, takie jak czternaste emerytury trafiające na konta seniorów we wrześniu, przynoszą chwilową ulgę domowym budżetom, koszty utrzymania zdrowia błyskawicznie pochłaniają te nadwyżki. Wydatki na leki, suplementy oraz prywatne wizyty u lekarzy specjalistów – wymuszone miesiącami oczekiwania w kolejkach Narodowego Funduszu Zdrowia – stanowią ogromne obciążenie. Szokujące bywa zderzenie teorii z praktyką: z jednej strony słyszymy o stabilności Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i miliardach przeznaczanych na system, z drugiej – schorowany człowiek stoi przed wyborem: wykupić pełną receptę czy opłacić rachunki.
Warto w tym miejscu spojrzeć na strukturę samego pokolenia seniorów. Najszybciej rosnącą grupą demograficzną są osoby między 75. a 79. rokiem życia – ich liczebność wzrosła w ujęciu rocznym o ponad 10%. To właśnie ten przedział wiekowy generuje największe zapotrzebowanie na opiekę długoterminową i skoordynowaną geriatrię. Tymczasem system kadrowy w medycynie kuleje, a lekarze-seniorzy sami stanowią istotny odsetek personelu medycznego podtrzymującego wydolność szpitali i przychodni.
Czy system wytrzyma presję?
Eksperci nie mają złudzeń: bez głębokiej deinstytucjonalizacji opieki i mocniejszego postawienia na medycynę środowiskową, polska ochrona zdrowia może ugiąć się pod ciężarem demografii. Prognozy mówią wprost – w 2050 roku co trzeci Polak będzie emerytem. Jeśli już dzisiaj dostęp do specjalisty graniczy z cudem, a pacjenci zmuszeni są szukać ratunku w komercyjnych gabinetach, jutro może okazać się, że system nie potrzebuje reform, a kompletnego przemeblowania.
Pozostaje mieć nadzieję, że zapowiadane strategie rządowe dotyczące opieki nad osobami starszymi przestaną być tylko papierowymi dokumentami, a realnie wpłyną na skrócenie kolejek. W końcu starość nie powinna być poligonem doświadczalnym dla wytrzymałości ludzkiego organizmu, lecz etapem życia, w którym państwo spłaca dług wdzięczności wobec pokolenia, które je zbudowało.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl