Współczesna medycyna okulistyczna stoi przed ogromnym wyzwaniem, jakim jest rosnąca liczba pacjentów zmagających się z zaburzeniami w obrębie siatkówki oka. Choć brzmi to jak nudny komunikat z gabinetu lekarskiego, sprawa jest poważna – mówimy bowiem o schorzeniach, które po cichu, bezboleśnie, a często wręcz ukradkiem potrafią odebrać człowieka ze świata ostrych barw i wyraźnych twarzy. Gdy w grę wchodzi siatkówka, czyli ta niezwykle delikatna, światłoczuła tapeta w tylnej części naszej gałki ocznej, czas staje się absolutnym priorytetem. Co gorsza, jak pokazują statystyki przytaczane przez portale medyczne, w tym doniesienia gromadzone m.in. w serwisie Choroby siatkówki – informacje. Czytaj więcej na rynekzdrowia.pl, świadomość społeczna na ten temat wciążkuleje, a Polacy nader rzadko zaglądają do okulisty profilaktycznie. Zresztą, ręka w górę – kto z nas był u specjalisty w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, zamiast czekać, aż obraz w prawym oku zacznie podejrzanie falować? No właśnie.
Problem jest palący, zwłaszcza że społeczeństwo się starzeje, a styl życia nam nie pomaga. Warto przyjrzeć się bliżej dwóm głównym winowajcom, którzy spędzają sen z powiek okulistom. Pierwszym z nich jest zwyrodnienie plamki związane z wiekiem, powszechnie znane pod zgrabnym akronimem AMD. Dotyka ono w Polsce – bagatela – ponad miliona pacjentów, a jego cięższa, wysiękowa postać (nAMD) potrafi w ekspresowym tempie zniszczyć widzenie centralne. Oznacza to w praktyce, że chory traci zdolność czytania, prowadzenia samochodu czy rozpoznawania bliskich, widząc w centrum pola widzenia czarną plamę. Drugim potężnym zagrożeniem jest retinopatia cukrzycowa oraz towarzyszący jej cukrzycowy obrzęk plamki (DME). Przy około 3 milionach chorych na cukrzycę w Polsce, ryzyko powikłań ocznych dotyka armii ludzi. Co ciekawe, o ile przy cukrzycy typu 1 pierwsze badanie dna oka powinno nastąpić w ciągu 5 lat od diagnozy, o tyle przy typie 2 okulista powinien obejrzeć pacjenta… natychmiast po usłyszeniu wyroku od diabetologa. Kto z nas tak robi? Zazwyczaj idziemy dopiero wtedy, gdy świat zaczyna przypominać zamglony pejzaż z taniego horroru.
Nowoczesna diagnostyka i wyścig z czasem
Na szczęście medycyna nie stoi w miejscu i w kwestii technologii przeszliśmy prawdziwy skok cywilizacyjny. Dawne, toporne metody badania ustąpiły miejsca precyzyjnym narzędziom. Dzisiaj standardem staje się optyczna koherentna tomografia (OCT), która pozwala lekarzowi zajrzeć w głąb tkanek z dokładnością do mikrometra, a także nowoczesne kamery czy sztuczna inteligencja wdrażana podczas masowych badań przesiewowych (np. podczas prestiżowych wydarzeń gospodarczych czy akcji typu „Zachowaj wzrok”). Statystyki z takich akcji bywają otrzeźwiające – podczas kampanii prowadzonych m.in. na forach ekonomicznych nawet 10–15 proc. przebadanych osób otrzymuje pilne skierowanie do konsultacji okulistycznej, choć wcześniej czuli się „zupełnie dobrze”. To doskonale pokazuje, że oczy potrafią oszukiwać nasz mózg przez całe miesiące, maskując powoli postępujące zmiany.
Jak system zdrowia walczy o siatkówkę?
Warto docenić fakt, że polski system ochrony zdrowia oferuje w ramach programów lekowych (np. programu B.70) nowoczesne terapie na światowym poziomie, w tym iniekcje doszklistkowe preparatami anty-VEGF. Te małe cuda farmakologii potrafią zatrzymać rozrost patologicznych naczyń krwionośnych i uratować wzrok tysiącom pacjentów. Jak zauważają ekspertów ze stowarzyszeń pacjenckich, walka toczy się nie tylko o skuteczność leków, ale i o to, by zastrzyki podawano rzadziej, co odciążyłoby zarówno zmęczonych pacjentów, jak i szpitale. Niemniej jednak, żaden program lekowy nie pomoże, jeśli pacjent zgłosi się do lekarza w momencie, gdy siatkówka przypomina już zgliszcza po pożarze. Kluczem pozostaje edukacja, czujność i regularne wizyty kontrolne po 40. roku życia, bo wzrok, w przeciwieństwie do wielu innych rzeczy, niezwykle trudno kupić na wyprzedaży w supermarkecie.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl